IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 You can't burn fire

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mulberry White

avatar

Liczba postów : 224
Age : 23
Skąd : Brighton

PisanieTemat: You can't burn fire   Sob Paź 11, 2014 10:07 am

Data i miejsce urodzenia: 00:02, 1 stycznia 1995, Sydney
Wiek: 19
Kierunek: Reżyseria
Rok: IV


Charakter

Parszywe słowa często wypływają z jej ust. Willow je lubi, lubi ich brzmienie, to, jak rozchodzą się powoli wokół, prawie jak dym papierosowy w bardzo wilgotnym powietrzu. Lubi ich dosadność, znacznie dla niej milszą, niż pokrętne próby tworzenia eleganckich synonimów. Dlatego "kurwa" stało się jej okrzykiem złości, radości, ekscytacji, rozpaczy, obojętności, irytacji i zaskoczenia, stało się jedyną oprócz sztuki formą ekspresji, do jakiej jest zdolna. Siarczyste "kurwa" określa idealnie to, jak Feninngan postrzega rzeczywistość. Niektórzy jej bliscy przywykli do aż tak, że "kurwa" przestało nawet brzmieć wulgarnie - szorstko i niesympatycznie, ale nie wulgarnie.
Do tej cienkiej granicy pomiędzy kontrowersją, a zwykłą, obrzydliwą wulgarnością dąży Willow w swojej sztuce. Filmy, które kręci, przesiąknięte są pewnym naturalizmem obrazu i psychodelią zdarzeń i znaczeń. Chce, żeby były zagadkowe, dziwne i zastanawiające.
Sama też lubi taka być. I jest, ale wcale nie jest pozerką. Jeśli udaje, to nie po to, by zdobyć poklask, prędzej po to, żeby kogoś uniknąć. Rzadko jednak cokolwiek udaje. Szczerość, taka brutalna, bezwzględna szczerość, zyskuje u WTF nowy wymiar, bo to jest dziewczyna bez jakichkolwiek zahamowań. Nie ma dla niej tematów tabu lub zbyt nieodpowiednich zachowań czy słów. Większość ludzi wyczuwa granice, których nie wolno przekraczać - nie dotyczy to Willow i to nie tylko względem innych, bo w postępowaniach też jest skrajnie nieostrożna. Nie próbuj jej przekonywać, że coś, co planuje lub w co już się zaangażowała jest niebezpieczne, bo i tak odpowie Ci, że ma wszystko pod kontrolą.
Mogłoby się wydawać, że WTF jest zimną rybą, która nie ma w ogóle zdolności empatii. W istocie jest to trochę prawdziwe, ale odnosi się do ludzi, bo oni są w znaczącej większości zupełnie jej obojętni. Nie darzy ich ani niechęcią, ani sympatią. Z niektórymi lubi przebywać, ale przeważnie woli być sama albo ze swoim bratem i nikt więcej nie jest jej potrzebny do szczęścia. Jeśli natomiast ktoś próbuje być zbyt blisko, ingerować w sytuacje, które dla Willow są czymś na kształt sacrum, jeśli ktoś chce je splugawić swoim profanum - nie ma skrupułów, nie ma wyrzutów sumienia, potrafi dopiec, wbić komuś szpilę pod powiekę, spoliczkować słowami. Zawsze jednak z klasą, granica pomiędzy ohydą a kontrowersją nigdy nie zostaje przekroczona.
Poza tym, musiałoby jej się chcieć, a jej głowę głównie zaprzątają filmy. Willow ma wielkie ambicje i odpowiednio dużo samozaparcia, by sukcesywnie dążyć do ich realizacji. Chce pokazać światu swoje psychodeliczne filmy, wypełnić nimi ludzkie umysły, sprawić, żeby społeczeństwo było chociaż trochę ciekawsze dzięki niej, dzięki tym dziwnym obrazom. Potrafi być charyzmatyczna i dowodzić grupą, zarządzać i organizować, ale ze względu na swoje antyspołeczne usposobienie nie wykorzystuje zbyt często tych zdolności - tylko kiedy trzeba.


Historia

Nie ma sensu analizować całego życia Willow. Co można powiedzieć o dzieciństwie? Wszystkiego sami możecie się domyślić. Przeszła przez nie z Westem za rączkę, potykając się o swoje sznurowadła, zadając się z samymi chłopakami, będąc jedyną dziewczyną w tworzonych przez nie grupkach, z egzaltacją nazywanych "gangami". Przez rodziców oboje zostali puszczeni samopas. Matka nie była zainteresowana zmienianiem pieluch i wycieraniem smarków, ojciec nie miał czasów, chociaż on akurat chciał mieć na nich wpływ - każda z jego nieregularnych prób kończyła się jednak porażką.
Dorastając, zajmowała się tym, co każdy i filmami. Od zawsze była ambitna i w różny sposób się to przejawiało - czasem dobry, czasem niekoniecznie. Nie musiała nigdy martwić się ocenami, bo wiedziała, co jest jej potrzebne w danej chwili i to właśnie starała się dopracowywać do perfekcji. Wypracowała w sobie nawyk podnoszenia się po nawet najbardziej bolesnym upadku. Nauczyła się, że nie warto poświęcać czas ludziom, którzy tylko przeszkadzają jej na jej drodze do realizacji planów. Czasami nawet udawało jej się selekcjonować emocje, o których chciała pamiętać. Rzadko, bo to jednak zbyt płynna materia, by móc mieć nad nią kontrolę, ale jej zdolność rozumienia, stawiania samej siebie w innych sytuacjach, wcielania się w postaci o nawet skrajnie odmiennym charakterze, niż ona, by przez chwilę myśleć w podobny sposób, była w tym pomocna, tak samo, jak przy pisaniu scenariuszy.
Może to, a może coś innego doprowadziło ją w okresie największej burzy hormonów do skraju. Będąc bardziej precyzyjnym, sama siebie tam zaprowadziła. Za rączkę, jak małe dziecko, podążając za ideą, która była jej potrzebna do stania się tym, kim chciała być. Przesadziła. Jej fascynacja kośćmi obleczonymi skórą, które uwielbiała oglądać, uwielbiała umieszczać w swoich obrazach, stała się niszcząca. W połączeniu z jej samozaparciem i ambicją - śmiertelna. Nigdy nie lubiła jeść, zawsze spełniała tylko polecenia swojego organizmu, domagającego się niezbędnych do życia kalorii, ale w pewnym momencie i przed tym się zbuntowała. Nie było trudno, a niejedzenie szybko weszło jej w nawyk. Kiedy ktoś interweniował, było już za późno, rozmowy nic nie dały, terapie nic nie dały, bo jej reakcją było posłuszne kiwanie głową, a po zamknięciu drzwi do gabinetu wyciągnięty wysoko środkowy palec. Bo przecież nauczyła się ignorować ludzi, którzy stawali na drogę jej ambicji.
Nie mogła już jednak zignorować tego, że groziło jej zniknięcie. Nie mogła zniknąć, nie zdążywszy zrobić wszystkiego, co zaplanowała. Nie, na to się nie zgadzała. Nie mogła jednak opanować jadłowstrętu, więc podawali jej pożywienie dożylnie. Nie mogła się ruszać. Nie mogła nawet wstawać do toalety, nawet to mogło ją zabić, utrata tej niewielkiej ilości energii mogła skończyć się śmiercią. Leżała, wpatrując się w sufit. I myślała, miała na to aż za dużo czasu. Poprosiła pielęgniarkę, żeby spisywała to, co będzie jej dyktować, bo nie chciała, żeby wszystkie pomysły, na które wpadła, przepadały, a nie chcieli jej dać długopisu i kartki. Pielęgniarka chyba pamięta to po dzień dzisiejszy, chyba nigdy w życiu nie wypisywała tak dziwnych i wulgarnych rzeczy.
Willow z tego wyszła. Po dwóch miesiącach pozwolili jej stać i chodzić, prawie zapomniała, jak to się robi. Grzecznie jadła, chociaż czasami trudno było jej zgadnąć, że to co czuje, to głód, tak się przyzwyczaiła do ignorowania go. Udało się jej - czy też może raczej doszła do tego swoją pracą, bo nie można tu mówić o przypadku. Czasami, kiedy się zapomina, West musi przypominać jej o tym, że musi coś zjeść.
Po jakimś czasie jej życie wróciło do starego rytmu. W tym czasie dużo balowała. Razem z bratem rzadko przepuszczali okazje do zabawy. Nawet filmy czasami musiały chwilę poczekać, żeby Willow mogła popić. Nie ma potrzeby kokietowania i wmawiania, że nigdy nie wylądowała z głową w kiblu. Właściwie działo się to dosyć często. To był chyba jedyny aspekt, w którym WTF nie potrafiła powiedzieć sobie "stop". Nawet, kiedy przyjeżdżali razem z Westem samochodem. Przecież to o prowadzeniu po pijaku to bajki, co nie? Ona co prawda nie mogła siadać za kółkiem, bo była momentami wręcz nieprzytomna.
I tamtej nocy to właśnie West prowadził samochód. Willow nawet nie miała siły podnieść powiek, bo kiedy próbowała, co jakiś czas oślepiało ją światło latarni, bo niby dopiero zaczynała trzeźwieć, ale kac już rąbał jej głowę na kawałki. Powoli zasypiała, wręcz traciła przytomność, ale w pewnym momencie gwałtowne szarpnięcie wytrąciło ją z tego stanu, pasy bezpieczeństwa werżnęły się w klatkę piersiową, powstrzymując ją przed wypadnięciem przez okno. Wystarczyło spojrzenie na Westa, który ciągle ściskał kierownicę.
Wytrzeźwiała wtedy błyskawicznie. Nie na tyle, by myśleć absolutnie jasno, ale wystarczająco, żeby wyjść z samochodu i zrozumieć, co się właśnie stało. Oboje sprawdzali puls, żadne go nie wyczuło. Stali nad ciałem jakiś czas, trudno powiedzieć, czy to było kilkanaście minut, czy półtorej godziny, ale w końcu Willow kazała Westowi wsiadać do samochodu. Ona usiadła za kierownicą. Odwiozła ich do domu, kazała iść Westowi spać, a kiedy upewniła się, że poszedł do swojego pokoju, poszła do łazienki i zwymiotowała. Czuła, że jest złym człowiekiem, bo jedyne, o czym myślała, to to, że może nie będą ich szukać, bo to był jakiś kloszard, którym pewnie mało kto zaprzątał sobie głowę.
Nie rozmawiali o tym, co się stało. Zajęli się tym, co najlepiej umieli robić, każde odnosiło sukces w swojej dziedzinie.


Rodzina

• West Taylor Feninngan - ukochany brat bliźniak i jednocześnie najlepszy przyjaciel. Jedyna istota ważniejsza od ambicji i planów Willow. Przy nim jest praktycznie rzecz biorąc zupełnie inną osobą, niż przy innych ludziach, nawet przyjaciołach. Zawsze byli nierozłączni, nie wyobrażali sobie życia bez siebie, wszędzie chodzili razem. Do pewnego momentu zobaczyć jedno bez drugiego - to było święto. Teraz jest trochę inaczej, ale wciąż są do siebie niesamowicie przywiązani i jedno próbuje nieudolnie ogarniać drugie.
• Joseph Feninngan - ojciec, ważny polityk. Jest bardzo apodyktycznym mężczyzną, to pewnie po nim Willow odziedziczyła swój perfekcjonizm, bo ten mężczyzna wszystko chce mieć zrobione po swojej myśli. Pewnie gdyby nie praca, pochłaniająca dużo jego czasu, bardzo dotkliwie uprzykrzałby życie bliźniąt, teraz jego starania zapanowania nad nimi są dosyć nieudolnie, zwłaszcza, że oboje uznają robienie mu na złość za świetną rozrywkę.
• Meredith Feninngan - matka, była modelka. Nie zajmuje się teraz niczym ważnym, Willow gardzi nią za to, że prowadzi tak pustą egzystencję, sprowadzającą się do wydawania pieniędzy zarobionych przez męża i udawania, że wychowuje swoje dzieci i świetnie nad nimi panuje. W rzeczywistości nie przejmuje się zbytnio ich istnieniem, ale WTF przestało to krzywdzić mniej więcej około piątego roku życia. Teraz jest dla niej praktycznie obcą kobietą.


Ciekawostki i zainteresowania

• Swoje filmy kręci zazwyczaj w czerni i bieli, rzadko w kolorze;
• Jedna z jej etiud - opowiadająca o małym chłopcu zjadającym motyle - ma ponad milion odsłon na youtubie;
• Nikt n i g d y nie widział jej na plaży w bikini; pewnie nikt też nie zobaczy, bo nie tylko nie znosi tłumów i woli dzikie plaże, ale też stara się unikać opalenizny, bo bardziej podoba się sobie chorobliwie wręcz blada;
• Co oznacza, że jeśli krem z filtrem, to pięćdziesiątka;
• Interesuje się wszystkim, co obrzydliwe, egzotyczne lub niezrozumiałe;
• W tym zjawiskami paranormalnymi, okultyzmem i spirytystyką. Ma sporą wiedzę w tym temacie, uczestniczyła w kilku seansach spirytystycznych, odwiedzała nawiedzone miejsca i starała się uchwycić obecność sił nadprzyrodzonych na filmie, niestety bez powodzenia, bo nigdy takiej obecności nie miała okazji doświadczyć. Nie traci nadziei na to, że kiedyś się uda i nie przestaje próbować;
• Ciekawią ją teorie spiskowe;
• Uważa, że uczenie się historii jest bez sensu, bo przekaz nie jest obiektywny i fakty są przeinaczane. Nigdy nie lubiła więc tego przedmiotu, pomijając te fragmenty, w których pojawiały się sensacyjne mordy i masowe ludobójstwa;
• Miała w planie film o psychopacie, który wyłupuje ludziom oczy i umieszcza je w głowach lalek. Chciała użyć do tego prawdziwych, ludzkich oczu, ale niestety prosektorium wydziału medycznego nie chciało jej pomóc, więc projekt został zawieszony;
• Jest taką perfekcjonistką, że niektórzy podejrzewają ją o nerwicę natręctw. Nie jest to prawda, dziewczyna po prostu lubi mieć wszystko dopracowane do perfekcji, nie lubi, kiedy otacza ją bałagan. Wyrzuca wszystko bez skrupułów i jej pokój jest prawie pusty. Zero sentymentów;
• Jej mistrzami są Kubrick i Lynch. Jej ulubione filmy to "Mechaniczna pomarańcza", "Dzikość serc", "Psychoza" i "Dziecko Rosemary".
• Nie każdy o tym wie, ale kiedy miała szesnaście lat, była anorektyczką. Wychudziła się do tego stopnia, że przez dwa miesiące wakacji nie mogła ruszać się z łóżka, bo każdy większy wysiłek mógł poskutkować śmiercią. Dziś już nie ma problemów z odżywianiem;
• Je jednak na tyle mało, by wywoływać wśród co głupszych ludzi wrażenie, że nie je wcale i jest cyborgiem. W rzeczywistości jest po prostu bardzo wybredna i nie lubi jeść. Je, bo musi - po odbytej chorobie najbliżsi często patrzą jej na ręce, nie chcąc, by historia sprzed kilku lat się powtórzyła. Gdyby mogła, spożywałaby tylko bardzo mocną, czarną kawę bez cukru, którą pija zawsze w ilościach hurtowych;
• Ma bardzo dziwne poczucie humoru; trzeba mieć to w pamięci, kiedy wybuchnie śmiechem w nieodpowiednim momencie albo kiedy powie coś zupełnie absurdalnego i zacznie chichotać - to wcale nie są oznaki choroby psychicznej!
• W ogóle nie wstydzi się swojej nagości, za to nienawidzi dotyku obcych ludzi;
• Zazwyczaj nie potrafiła dogadywać się z dziewczynami i miała więcej męskich znajomych, niż koleżanek;
• Ma bardzo wysoki próg bólu - nigdy nie oszczędzała się jako dzieciak, potłukła się w swoim czasie i stąd jej duża wytrzymałość. Ma też świetną odporność i bardzo rzadko choruje;
• Ma kolczyk w nosie, kilka tatuaży i dwa mikrodermale. Co śmieszne, nie ma klasycznych dziurek w uszach, za to industrial i tragus w lewym uchy, w prawym zaś heliks;
• Pali niczym smok; wypala więcej, niż paczkę papierosów dziennie, bywa, że wypali dwie i zacznie trzecią;
• Przez to, że mało je, zazwyczaj bardzo łatwo się upija. Kiedy to się stanie, dzieją się dziwne rzeczy, chociaż i bez tego nie ma żadnych zahamowań; po alkoholu chyba po prostu przychodzi jej na myśl więcej pomysłów na to, jak zaszokować albo obrzydzić wszystkich dookoła.
• Kiedyś matka próbowała udawać, że interesuje ją działalność artystyczna Willow; wcale nie było to na rękę dziewczynie i pokazała jej jedną ze swoich najbardziej drastycznych etiud. Skończyło się malowniczą wizytą matki w toalecie (nie wdawajmy się w szczegóły) i jest to zdaniem WTF wielki triumf;
• Urodziła się dwie minuty po północy; to cztery minuty po bracie, ale jest przez to rocznikowo młodsza o rok;
• Zawsze organizowali zatem dwie imprezy urodzinowe, bo przecież melanżu nigdy dosyć, a daty urodzenia mają różne!
• Nie jest w stanie zrozumieć instytucji małżeństwa, jest to dla niej największa głupota wszech czasów;
• Jest trochę umuzykalniona, chociaż talent w tej materii zgarnął dla siebie jej brat. Zdarza jej się jednak pograć na gitarze i napisała bratu kilka piosenek, które uważa za fantastyczne;
• Jest ewenementem, nie lubi słodyczy, jedynie lukrecję i gorzką czekoladę;
• Jest bardzo selektywna, jeśli chodzi o angażowanie ludzi do swoich projektów. Jej ulubionym aktorem jest West;
• Rok wcześniej poszła do podstawówki, bo umiejętności miała wystarczające, a uparła się, że chce być w klasie z Westem;

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

HELP
all what I need
Haru™ Sourcecode


Ostatnio zmieniony przez Willow Nessmann dnia Pon Wrz 10, 2018 9:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t523-willow-i-nessmann http://art-academy.forumpl.net/t558-let-me-be-closer http://art-academy.forumpl.net/t617-wierzbowy#3309 http://art-academy.forumpl.net/t106-pokoj-3-felicity-lancaster-willow-i-nessmann
Hannah Wright

avatar

Liczba postów : 320
Age : 24
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: You can't burn fire   Nie Lis 09, 2014 10:18 pm

Kiedy balansujesz nad przepaścią, nie możesz przechylić się zanadto ani w jedną, ani w drugą stronę. Musisz stać sztywno, cały czas w skupieniu, cały czas kontrolując najdrobniejszy swój ruch. Nie możesz stawiać kroków w ciemno. Nie możesz pozostawić przypadkowi miejsca do popisu. Kontrola, pełna, stuprocentowa kontrola jest niezbędna.

Jestem Antoinette i dowiedziałam się dosłownie kilka dni temu, że niedługo umrę. Mam ostrą odmianę białaczki szpikowej. Nie mam pieniędzy na leczenie.

To chyba dla każdego człowieka nieuchronne, że w pewnym momencie świat wywraca się do góry nogami. Albo od razu wali na głowę, tak też bywa. Tak było w przypadku Tosi. Nie raz. Kilka. Więc wie, jak to jest, kiedy rzeczywistość kruszy się w palcach, a wszystko, co zbudowałeś - rozpada. Gdy to się stało pierwszy raz, miała tylko dziesięć lat. Wtedy uznała to za nieodzowny element bycia człowiekiem i życia w społeczeństwie. Wpoiła w siebie przekonanie, że świat jest zły i dopiero potem nauczyła się wybaczać. Ojcu - że chleje do nieprzytomności i nie ma pojęcia, jak żyją jego córki. Kassidy - że odsunęła ją od siebie, gdy Tosia najbardziej potrzebowała siostry. Sky - że zdawała się nie rozumieć, jak bardzo Tosią wstrząsnęło tamto wydarzenie. Dzisiaj jej egzystencja opiera się na wybaczaniu. Jest w stanie wybaczyć wszystko, o ile żal będzie szczery. Wszystko.

Gdy urodziła się moja najmłodsza siostra, pielęgniarki trzymały ją od siebie z daleka, jak karalucha, tylko dlatego, że nie wyglądała tak, jak wszystkie niemowlęta. Lekarze powiedzieli, że najprawdopodobniej będzie w pełni władz umysłowych. Dzisiaj nie żyje.

Chociaż Tosia podchodzi do świata z właściwą sobie niewinnością, wie, że życie to dziwka bez skrupułów. W większości potrafi się przed tym bronić. Wie też, jak bronić się przed nieprzychylnymi ludźmi. Nie kuli się ze strachu, kiedy ktoś ją wyzywa, broni się. Potrafi się bronić, życie wymusiło na niej posiadanie tej umiejętności. Jest obyta w ironii i sarkazmie, może ich używać do woli, chociaż na co dzień tego nie lubi, bo twierdzi, że jest to zwykłe pozerstwo i używają go ludzie, którzy bardzo chcą wypadać na inteligentnych. A jej nie interesuje, co ludzie o niej myślą. Wie, że musi polegać głównie na sobie. Jest swoim największym wrogiem.

Kiedy ostatni raz widziałam swojego ojca trzeźwego? Nie pamiętam. Raz, gdy byłam w podstawówce, przyszedł na wystawę moich prac. Obrzygał jedną z nich. Dzisiaj go utrzymuję razem z siostrami.

Pogodziła się ze swoim życiem, teraz musi tylko pogodzić się ze śmiercią. Dopiero w tej sytuacji odkryła, że pomimo niezbyt świetlanej przeszłości, życie jest dla niej niesamowicie cenne. W niektórych momentach w to wątpiła, kiedy jeszcze nawet nie podejrzewała, że może zostać jej tak niewiele do końca. Przedtem chwytała się każdej chwili dlatego, że była nauczona życia z dnia na dzień, kiedy każdego poranka wiedziała, że czeka ją kolejne kilkanaście godzin walki z rzeczywistością o przetrwanie. Dzisiaj chwyta dzień dlatego, że nauczyła się doceniać każdą sekundę. Nie ma wyrzutów sumienia a propo tego, że nie poszła na studia. Teraz, gdy na to patrzy, cieszy się, że nie zajęła nikomu miejsca, skoro i tak nie spełni się w zawodzie.

To nie jest proste. Życie. Wiele przeszłam, to prawda, nie zaprzeczę, bo wcale nie uważam inaczej. Ale nie lubię się nad sobą użalać. Nie musisz mi współczuć. Nie potrzebuję tego.

To, czego nienawidzi najbardziej na świecie, to litość. A trzeba mieć na uwadze, że każdy przejaw współczucia odbierze jako coś niedobrego, każdą ofertę pomocy odrzuci, nieważne, kim dla niej jesteś. Lubi myśleć o sobie, że jest silna, chociaż czasami wcale nie jest. Lubi sądzić, że jest niezłomna, chociaż tak naprawdę wystarczy tylko, że zdobędziesz jej zaufanie, a potem się od niej odwrócisz. Myśli o sobie, że jest samowystarczalne, ale tak na prawdę bez swoich najbliższych długo by nie pożyła.

Tak, umrę. Niedługo. Nie wiem, kiedy dokładnie, nie chciałam wiedzieć. Staram się z tym pogodzić, ale to nie jest proste. To nie jest ani trochę proste. Nie zależy mi na swoim życiu aż tak, najbardziej w tym wszystkim żałuję Sky i Kassidy. Zasługują na szczęście.

Jest ostrożna w kontaktach z ludźmi. Powiedziała sobie, że nie może zawierać nowych przyjaźni, nie może myśleć o związkach. Chociaż na jej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią jest utrata dziewictwa, to wie, że musi obyć się bez wymarzonego ukochanego, którego obdarzyłaby zaufaniem. Wie, że musi się pospieszyć z przeżywaniem swojego życia, a przy tym nie ranić zbyt wielu osób, które w końcu nie zasługują na takie kłamstwo, jak to, że Antoinette będzie przy nich po śmierci. Nie będzie jej już, kiedy umrze. Zniknie.[/size]

Mój dom był piekłem. Nie zawsze, ale właściwie odkąd pamiętam. Sądzę, że nasi rodzice wpadli i dlatego ze sobą byli, a kolejne dzieci były efektem potrzeby spełniania potrzeb fizjologicznych i niewyedukowania w kwestiach zdrowotnych, na przykład, chociażby, w kwestii antykoncepcji. Nie oceniam. Nie znam powodów, bo nie znam też ich przeszłości. Byli trochę jak obcy ludzie, tak jakby ich życie zaczęło się wraz z naszym. Jestem jednak skłonna przypuszczać, że wraz z naszym przyjściem na świat, ich życie się skończyło.
Na pewno zmierzało ku końcowi. Przełomem były narodziny czwartego dziecka. Mutacja genetyczna sprawiła, że nie wyglądało jak wszystkie inne niemowlaki. Było chore. Wyglądało jak potwór, chociaż ciężko mi używać tego słowa. Zdeformowana twarz, martwe spojrzenie niewidomych oczu i wiecznie rozwarte usta. Lekarze mówili jednak, że umysł najprawdopodobniej ma zdrowy. Że myśli dokładnie tak, jak i my, że nie jest upośledzone.
Wychowanie jednak nie pozwoliło mu tego udowodnić. Zresztą, zbyt długo nie pożyło. Gdy miałam dziesięć lat, matka zabiła i je, i siebie. Nie znam konkretnej przyczyny. Ale zrobiła to, zostawiła nas.
Ojciec, który już przed tym wykazywał wzmożony pociąg do alkoholu, po tym wydarzeniu spadł najniżej, jak tylko się da. Byłyśmy młodziutkie, a i tak zdane tylko na siebie, bo zazwyczaj był po prostu nieprzytomny. To my płaciłyśmy rachunki. To my zajmowałyśmy się domem. To my dbałyśmy o to, żeby przeżyć.
Byłyśmy trzema muszkieterami i poradziłyśmy sobie. Sky poszła na studia, Kassidy też nie radziła sobie najgorzej. Do pewnego momentu też dawałam radę. W pewnym momencie jednak przeciążyłam organizm - tak sobie powiedziałam. Wszystko mnie bolało, mdlałam coraz częściej. Chudłam. Bledłam. Sądziłam, że potrzebuję odpoczynku. Lekarz stwierdził jednak, że potrzebuję chemii.
Białaczka. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak to brzmi. Mam białaczkę. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak to jest, usłyszeć coś takiego i wiedzieć, że nie ma żadnego wyjścia z tej sytuacji, bo pieniędzy zawsze i tak ledwo starcza. Umrę. Możecie tylko przypuszczać.[/size]


• Tata jest alkoholikiem na naszym utrzymaniu. Sky i Kassidy chyba do niego nie przychodzą. Ja czasem sprzątam mu w mieszkaniu i napełniam lodówkę, bo wiem, że za pieniądze, które dostaje do ręki, kupi tylko wódkę. Kiedyś taki nie był i wiem, że to nie do końca jego wina, że jest w tym miejscu, w którym jest. Czasami mam wrażenie, że nawet mnie nie poznaje. Czasami, że jest mi wdzięczny, że go nie zostawiłam.
• Kassidy I. S. Sorensen to najstarsza z sióstr. Jest bardzo bezpośrednia, wręcz zgryźliwa. To trochę dziwne, ale nic nie poprawia mi humoru tak, jak często wulgarne, ale bardzo oryginalne epitety, którymi opisuje rzeczywistość. Uwielbiam jej słuchać. Szczególnie, kiedy śpiewa.
• Sky E. K. Sorensen jest najmłodszą z nas i chyba najbardziej beztroską. Widzę, że to pozory, ale cieszę się, że jest na studiach. Radzi sobie, jest zawzięta. Jestem z niej dumna. I widzę, że nas potrzebuje, dlatego jestem praktycznie na każde jej zawołanie.



•  Ostatnio wykryto u niej białaczkę; jest to ostra odmiana białaczki szpikowej. Powinna teraz przebywać w specjalnym ośrodku hematologicznym, ale nie ma na to pieniędzy.
• Ze względu na chorobę szybko się męczy, jest wiecznie blada i obolała, krwotoki z nosa to u niej częstość.
• Od kilku miesięcy non stop chudnie i niewiele je.
• Teoretycznie powinna zawsze być zapięta pod szyję i cieplutko ubrana przez wzgląd na swoją obniżoną chorobą odporność, nie można jednak powiedzieć, żeby Tosia szczególnie dokładnie do tego podchodziła.
• Nikt nie wie, że jest chora. Nie powiedziała tego jeszcze nawet siostrom.
• Tworzy listę rzeczy, które chce zrobić przed śmiercią; zapisała już sporo podpunktów, w tym skok ze spadochronem i zażycie LSD.
• Nigdy nie lubiła używek, ale czasami w stresie popalała. Nadal to robi, ale tępi palaczy, którzy się obok niej kręcą, bo teraz rak to dla niej nie abstrakcja, jak przedtem. Dla niej ratunku nie ma, ale innym stara się to wyperswadować.
• Posiada ozdobną szkatułkę dość sporej wielkości, w której trzyma najcenniejsze pamiątki.
• Nie chce mówić ludziom o białaczce, bo nie chce być traktowana jak... śmiertelnie chora osoba.
• Fantastycznie rysuje, ale nie dostała się na studia artystyczne, dlatego zajęła się odpłatnym rysowaniem portretów. Nie ma z tego zbyt dużych pieniędzy, ale wystarczająco, żeby wyżyć i dołożyć się do alimentów na ojca.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
 Hannah
Wright
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t519-hannah-wright http://art-academy.forumpl.net/t562-kwiatuszek http://art-academy.forumpl.net/t102-pokoj-1-hannah-wright-i-astrix-larousse#281/ http://art-academy.forumpl.net
Hannah Wright

avatar

Liczba postów : 320
Age : 24
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: You can't burn fire   Nie Lis 09, 2014 10:21 pm

Ludzie się dziwnie często zarzekają, że nie lubią mówić albo pisać o sobie. Większej bujdy w życiu nie słyszałam. Nie znam nikogo, kto nigdy nie mówiłby o sobie, nikogo też, kto takie wypowiedzi znacznie by ograniczał. Każdy człowiek z siebie samego czyni światło uniwersum nawet bez udziału swojej świadomości i wcale nie będąc zadufanym w sobie bucem. Taka jest ludzka natura, po prostu. Nasze ego jest czymś, co najlepiej znamy, więc zawsze będziemy trzymać się tego, jak trzymamy się poręczy przy wchodzeniu po schodach. Nie będę czarować, że opowiadanie o sobie samej sprawia mi dyskomfort albo wprawia w zakłopotanie, bo tak nie jest i nie będę babrać się hipokryzją, wystarczy mi ta, której jako istota ludzka nie jestem w stanie uniknąć.
Jaka więc jestem? Po pierwsze, bezpośrednia. Nie brutalna w tej bezwarunkowej szczerości, ale nie widzę sensu w przybieraniu fałszywej postawy, czy - jeszcze gorzej, głoszenia niezgodnych z myślami opinii. Staram się być relatywnie dyplomatyczna w takich sytuacjach, co może nie zawsze wychodzi, ale jest najlepszym, co można zrobić. Przede wszystkim kieruję się w życiu swoim sumieniem. Mam głęboko zakorzeniony kręgosłup moralny, który, jak to kręgosłup, posiada swoje naturalne wygięcia. Dopuszczam zatem jako zgodne ze swoim światopoglądem niektóre zachowania i idee, które nie pokrywają się z ogólnie przyjętymi przez społeczeństwo konwencjami. Społeczeństwo mnie nie interesuje. Przyjmuję założenie, że jako całość, jest wyjątkowo dennym i zacofanym zjawiskiem, nie widzę więc powodów, żeby się do niego dostosowywać. Nie chcę odstawać na siłę, to też nie jest mój cel. Nie będę robiła czegokolwiek tylko po to, żeby komuś coś udowodnić, bo to też przecież automatycznie mnie od niego uzależnia, a niezależność jest tym, co bardzo sobie cenię. Mam pewne problemy z uznawaniem kompromisów, chociaż mam świadomość, że czasami są czymś dobrym i potrzebnym. Ciężko jest jednak zrezygnować z własnych przekonań i naginać je do potrzeb osoby drugiej. Jestem w stanie to zrobić w skrajnych przypadkach - na przykład dla bliskich. Istnieję ludzie, których cenię i kocham ponad wszystko i jestem dla nich skłonna wiele zrobić, wiele im oddać. Nie jest ich wiele, bo nie jest łatwo przebrnąć przez znajomość ze mną do momentu, w którym pojawia się zaufanie. Ci, którzy są ze mną mimo wszystko, mimo moich zmiennych nastrojów, pochopnych decyzji i niezaprzeczalnej nieznośności, mają prawo liczyć na wiele.
Nie lubię przebywać z ludźmi, którzy nie mają zbyt wiele do powiedzenia. Jestem bardzo tolerancyjna na wszelkie odmiany poglądów, tylko trzeba być gotowym na to, że jeśli nie pokrywają się z moimi, skrytykuję je bez najmniejszego zastanowienia. Nie przeszkadza mi to jednak we wspólnej zabawie, naprawdę nie widzę w tym problemu.
Jestem niestała, nie lubię tkwić w miejscu, nie jestem stworzona do życia w stagnacji, którą ogólnie uważam za niebezpieczną dla ludzi. Potrzebuję zmian, innowacji, spontaniczności. Wcale nie jakiejś skrajnej, nie jestem wybredna. Ale gdy tkwię wciąż w tym samym miejscu i okolicznościach, zaczynam odczuwać potrzebę ucieczki.



Byłam zbyt mała, żeby to pamiętać. To się wydarzyło niedługo po tym, jak się urodziłam, a ja przez lata nawet nie miałam o tym pojęcia. Możecie sobie tylko wyobrażać, w jakim byłam szoku, kiedy prawda w końcu do mnie dotarła.
Przez całe lata miałam tylko ojca. Mieszkaliśmy w różnych miejscach, najpierw w Perth, potem, gdy miałam dziewięć lat, przenieśliśmy się do Stanów Zjednoczonych. Waszyngton, potem jakaś mała mieścinka w Oregonie, na koniec Detroit. Nie wiedziałam o istnieniu jakiejkolwiek innej rodziny, a ojciec nigdy nic nie mówił. Dobrze nam było we dwoje. Przez przeprowadzki nie miałam okazji zawrzeć przyjaźni na całe życie, ale nie było mi aż tak tego szkoda, bo relacje z nim miałam takie, że czasami z pełnym przekonaniem mówiłam, że nikt więcej nie jest mi potrzebny. Idealny tata. Taki, który z czułością całuje skaleczenia, opowiada bajki na dobranoc, wypędza potwory spod łóżka. Był trochę nadopiekuńczy i czasami potrafił aż zdziwić swoimi reakcjami, na przykład kiedy raz stracił mnie z oczu w supermarkecie na pięć minut, a w tym czasie zdążył wpaść w panikę i prawie się rozpłakać.
Był pisarzem, wydawał książki. Nie były na tyle popularne, żebyśmy opływali w luksusach. Przychody starczały na godne życie i właściwie na nic więcej. Najlepszą zaletą jego pracy było to, że zawsze był pod ręką. Nawet kiedy wpadał w literacki trans i zapominał o obiedzie albo o odebraniu mnie ze szkoły, miałam świadomość, że jest i dba o mnie. Uwielbiałam słuchać stukotu klawiszy. Ojciec zaszczepił we mnie miłość do pisania. 
Zawsze chciałam wrócić do Australii. Chciałam pójść na studia w Sydney, bo wiedziałam, że tam się urodziłam. Ojciec zdziwił mnie tym, jak bardzo był przeciwny temu pomysłowi, ale właściwie wymusiłam to na nim i gdy miałam siedemnaście lat, przenieśliśmy się, a ja poszłam na uniwersytet.
Potem ojciec zaginął. Nikt nie wie, co się wydarzyło. Nie wrócił do domu, co nigdy mu się nie zdarzało. Nie było go tydzień, dwa, w końcu miesiąc. Przez ten czas, gdy trwały poszukiwania, mieszkałam u jego najlepszej przyjaciółki z dzieciństwa, z którą odnowił kontakt, gdy wróciliśmy do Sydney. Nie mogłam jednak zostać u niej w nieskończoność.
Powiedzieli mi, że muszę zamieszkać z matką. Dokładnie tak powiedzieli, a ja nie miałam najbledszego pojęcia, że w ogóle posiadam matkę, że moja matka żyje. Wprawdzie ojciec nie mówił, co się z nią stało, ale nie wiedzieć czemu, wyciągnęłam wniosek, że umarła. Carrie, ta przyjaciółka ojca, powiedziała mi w końcu, co się wydarzyło. Że mam jeszcze starszego brata - jak się okazało, znałam go nawet z uczelni, że był rozwód, że oboje trafiliśmy pod opiekę mojego taty, ale jego była żona (odkąd ją poznałam, ciężko nazywać mi ją matką) porwała Rixona i groziła ojcu. Dlatego nie chciał wracać do Sydney.
Zamieszkałam u matki. To istny cyrk, to niewyobrażalne, co dzieje się w tym domu. Gdybym miała pieniądze, wyniosłabym się natychmiast, a swojego brata wzięła ze sobą. Konto ojca jest jednak zablokowane, nie mam dostępu do rodzinnych funduszy. Tkwię więc tam i z każdym dniem wariuję coraz bardziej.




• Ethan Hatfiled - ojeciec. Zaginiony już od dłuższego czasu.
• Abigail McKagan - matka. Wolałabym się o niej nie wypowiadać.
• Rixon McKagan - starszy o rok brat. Jedyne wsparcie w tym wszystkim.




• Studiuję filozofię, ale zajmuję się głównie pisaniem książki. Z tym też wiążę przyszłość.
• Kiedy piszę, może się wydawać, że wszystkie czynności organizmu są zatrzymane, bo nie jem, nie śpię, do toalety idę tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę.
• Piję wtedy napoje energetyczne litrami, bez tego prawdopodobnie umarłabym przed komputerem.
• Dzień zaczynam od piosenki Joy Division i filiżanki bardzo mocnej, czarnej kawy, takiej, od której aż skręca i którą wdzięcznie nazywam "ścierwem". Inaczej się nie obudzę.
• Nie jestem zbyt konsekwentna w uczęszczaniu na zajęcia, ale studia są mi tylko po to, żeby się rozwijać. Mojego zawodu nauczy mnie życie!
• Kiedyś moje opowiadanie zostało opublikowane przez magazyn literacki i zarobiłam na tym prawie pół tysiąca dolarów.
• Za tę wypłatę kupiłam maszynę do pisania. Wszędzie ją ze sobą wożę.
• Piję i palę, ale do tej pory do narkotyków podchodziłam z dystansem. Jestem jednak zdania, że wszystkiego w życiu trzeba spróbować, więc kto wie, jak to będzie w przyszłości!
• Nie umiem tańczyć, nie chcę tańczyć, nie tańczę. Zapamiętajcie. Po prostu nie.
• Nie lubię imprez w klubach, wolę domówki albo kameralne wyjścia do pubu. Ogólnie tego typu spotkania, które nie polegają na skakaniu do dzikiej muzyki.
• Uwielbiam za to koncerty, zdarza mi się nawet headbangingować pod sceną, raz porwało mnie pogo, ale pewnie już więcej nie porwie, bo po tamtym przez tydzień nosiłam kołnierz.
• To nie tak, że jestem niezdarna, po prostu ja i... wszelkie powierzchnie... się nie lubimy. Więc często skądś spadam, coś zbijam i robię sobie krzywdę. Prawą rękę miałam złamaną siedem razy, miałam też wstrząśnienie mózgu i niezliczoną ilość szwów, na szczęście głównie w mało widocznych miejscach.
• Mam bliznę przecinającą łuk brwiowy. Jest dosyć subtelna, nie rzuca się w oczy. Niektórzy mówią, że jest seksowna, ale co ja tam wiem.
• Nie rozumiem wegetarian, mogłabym się żywić tylko mięsem.
• Lubię słuchać muzyki z płyt winylowych. Zwłaszcza podstarzałej muzyki, taką uważam za najlepszą.
• Mało sypiam, przeważnie około pięciu godzin na dobę.
• Nie jestem pruderyjna, ale też nie rozrzutna, zatem jestem wciąż nietknięta i niewinna niczym polny kwiatek.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
 Hannah
Wright
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t519-hannah-wright http://art-academy.forumpl.net/t562-kwiatuszek http://art-academy.forumpl.net/t102-pokoj-1-hannah-wright-i-astrix-larousse#281/ http://art-academy.forumpl.net
Hannah Wright

avatar

Liczba postów : 320
Age : 24
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: You can't burn fire   Nie Lis 09, 2014 10:21 pm

Bywa złośliwy i jest strasznym gburem. Nie doczekasz się z jego strony komplementu na przywitanie. Nie będzie się z tobą kurtuazyjnie kłócił o to, czy jesteś zbyt gruba, czy może jednak nie jesteś. Wszelkie syntetyczne rozmowy utnie mało wyszukanym żartem. Nie bawi się w niedopowiedzenia i aluzje, jego sarkazm jest zawsze jasny jak słońce.

Facet z niego z krwi i kości, nie żaden wypielęgnowany i wymuskany chłopaczyna. Mięśnie ma, ale od ciężkiej pracy fizycznej, a nie chodzenia na siłkę. Nie umie tańczyć, nie umie śpiewać, za to świetnie gra w football, a samochód czy motocykl potrafi rozłożyć na części pierwsze i złożyć z powrotem do kupy.

Z zasady stroni od ludzi, zwłaszcza w dużej ilości. Czasami spotkasz go na domówce, ale i tak będzie trzymał się swojej grupy. Może ci się wydawać, że do niego dotarłeś, ale tak naprawdę dopiero, jeśli to się faktycznie stanie, zdasz sobie sprawę z tego, że szeroko minąłeś się z prawdą w swoich obliczeniach. Trudno go zmusić do tego, żeby mówił o swoich problemach albo emocjach, za to jeśli coś sprawi, że ty postanowisz podzielić się z nim swoją historią, nigdy nie odmówi, nawet jeśli się nie znacie. Nie pozostanie obojętny na jakąkolwiek prośbę o pomoc, ale wykorzystać też się nie da.

Masz tylko jedno podejście, więc nie spierdol tego. Tak, to niesprawiedliwe, ale nie daje kolejnych szans. Jasne, że to zależy od winy i rodzaju relacji, ale zazwyczaj, jeśli się na kimś zawiedzie, poinformuje go bardzo prostym językiem, że spierdolił, a każdą kolejną rozmowę urwie po obojętnym "cześć". Trzeba go zmuszać do słuchania wyjaśnień, bo sam po nie nie przyjdzie. Nie odezwie się pierwszy.

Zazwyczaj nie wplątuje się w przelotne romanse, a w związkach pozostaje wierny. Towar na wagę złota? Biały kruk? Myć może. Tak już ma. Nie jara go zaliczanie dup tylko po to, żeby potem wymieniać nazwiska w gronie męskich kumpli i czekać na uznanie. Życie uczuciowe w ogóle tratuje jako coś bardzo prywatnego i nie lubi wdawać się w szczegóły na ten temat.
Lubi pogodne, pewne siebie i naturalne dziewczyny, od których nie zionie pozerstwem i sztucznością. W ogóle nie znosi pozerstwa i stroni od towarzystwa osób, od których coś takiego wyczuje. Nie musi nawet mieć racji. Żałował nie będzie.

Lubi dobrą zabawę, ryzyko i adrenalinę. Ma specyficzne poczucie humoru, ale z reguły ludzie szybko podłapują ton jego żartów. Jest opiekuńczy. Właściwie aż nadto. Jeśli jesteś bliską mu osobą i długo się nie odzywasz, możesz spodziewać się niespodziewanej wizytacji. odkąd stał się połową podstawy rodziny, bywa irytująco wręcz odpowiedzialny. Możesz go sobie nazywać maminsynkiem, ale zawsze jest z rodziną w kontakcie i czasami woli spędzić weekend w domu, niż wyjść na obchód po klubach.



Życie jest ciężkie, kiedy za rodziców masz nieodpowiedzialnych hipisów. Okej, w pewnym momencie życia Gideona się ogarnęli, ale to, co działo się wcześniej? Wystarczy wspomnieć o tym, jak znaleźli się w Australii. Kiedyś wymyślili sobie szaloną podróż na ten piękny kontynent. Przybalowali i zabrakło im pieniędzy na powrót do domu. Stwierdzili, że zostaną, bo dlaczego nie? Byli wtedy świeżo po ślubie, a Elaine nosiła pod sercem Gideonka, który urodził się w przyczepie. Mieszkał w niej przez pięć lat i przez ten okres swojego dzieciństwa, za sprawą rodziców prowadził bardziej hulaszczy tryb życia, niż chociażby teraz. Wozili go na koncerty, pogowali z nim w nosidełku na brzuchu, dawali do potrzymania znanym od pięciu minut najlepszym przyjaciołom, żeby nago wytaplać się w błocie. Młodzi byli i pstro mieli w głowach. Nie można jednak a żaden sposób zaprzeczyć temu, że bardzo kochali swoje dziecko i siebie nawzajem. Z wiekiem przybywało im rozumu. Randall znalazł etat, Elaine trochę pracowała w domu, który wreszcie kupili. Zaczynali powoli rozumieć, na czym polega odpowiedzialne rodzicielstwo i jak powinna wyglądać podstawowa komórka społeczna, jaką jest rodzina. Nigdy może nie dotarli do tego momentu, w którym spełniali wszystkie jej założenia, ale niech im już będzie, bo Gideon był szczęśliwym dzieciakiem, chociaż ubierali go czasem jak dziewczynkę i obcinali włosy od miski, tak jak Mandarkowi.
Skutecznie uspokoiło ich dopiero pewne zdarzenie, które miało miejsce w dwunastym roku życia Gideona. Gdy miał lat jedenaście, urodziła się jego siostrzyczka - tak samo jak on, kompletny przypadek (chociaż trzeba nadmienić, że jego rodzice nigdy nie używali takich beznadziejnych zwrotów, jak "wpadka" albo "niespodzianka"). Słodziutki i radosny berbeć właściwie od narodzenia miał kłopoty ze zdrowiem, wiecznie przebywał pod opieką lekarską. A kiedy Nina miała niewiele ponad rok, przez zaniedbanie rodziców trwale straciła słuch. To trochę zdezorganizowało ich życie rodzinne, nagle musieli uczyć się wszyscy języka migowego, korzystać z refundowanej pomocy, szukać szkół integracyjnych. W międzyczasie urodziły się jeszcze bliźniaczki Bonnie i Paola.
Hajsu nie starczało. Bywało, że głodowali w ostatnich dniach miesiąca, żeby w dniu wypłaty rzucić się na jedzenie jak wygłodniałe wilki. Ojciec, chociaż już miał etat: marny, bo marny, ale miał, poczuł się w obowiązku i doszukiwał się jakichś dodatkowych zajęć, często przez swoich starych hipisowskich znajomych. Elaine starała się wybić mu to z głowy, przeczuwając niedobre rzeczy, ale Randall zawsze miał "wszystko pod kontrolą". No i wkopał się, pozwolił się ograć jak frajer komuś, kto potrzebował zwalić na kogoś winę. Poszedł siedzieć. Wsadzili go na siedem lat, co zrujnowało ten względny porządek panujący w ich rodzinie. Szesnastoletni Gideon musiał pójść do pracy, bo ta, którą znalazła sobie Elaine, była tak samo mierna, jak jej wykształcenie. Ciułali jak osły. Jako tako się trzymali. Gideon zrobił sobie roczną przerwę w nauce, stwierdzając, że musi pracować, w końcu go namówili, więc poszedł na studia. Żyją sobie. Z dnia na dzień, ale całkiem pogodnie.



• Elaine Snyder - matula, lat 44. Kiedyś zagorzała hipiska i bardzo imprezowa kobieta, dzisiaj już spokojna. Dobra matka, Gideon jest do niej bardzo przywiązany. Pracuje jako pomoc w sklepie z narzędziami i nie radzi sobie z utrzymywaniem rodziny. W sumie w ogóle jest nieporadna, to Gideon wyręcza ją w większości domowych czynności, chociaż Elaine bardzo się stara i widać, że chce być pełnym oparciem dla rodziny.
• Randall Snyder - ojciec, lat 47. Nieporadny życiowo, dał się wrobić w więzienie, bo chciał pomóc finansowo rodzinie czarnymi interesami. Odwiedzają go regularnie, żeby przypadkiem do tego wszystkiego nie zwariował. Będzie jeszcze siedział trzy lata, jeśli nie wypuszczą go wcześniej.
• Nina Snyder - siostra, lat dziesięć, jest głucha od czternastego miesiąca życia. Oczko w głowie Gideona.
• Paola i Bonnie Snyder - obie lat pięć, bliźniaczki, kochane, małe wariatki, często doprowadzające rodziców i Gideosia do stanu przedzawałowego.




• Rurki stworzył szatan. Jedyne słuszne spodnie, to powycierane dżinsy;
• Porusza się po Sydney motorem, który wyciągnął ze złomu i własnoręcznie odrestaurowywał przez całe liceum i chwilę po. Motocykl nazywa się Flo, na cześć babci;
• W lewym uchu nosi pojedynczy kolczyk-kółko
• Jest wielkim fanem zespołu Oasis i w ogóle tego z lat osiemdziesiątych, co zawdzięcza swoim rodzicom;
• Kiedy był berbeciem, rodzice zabierali go na rockowe i punkowe koncerty. Bywało też i tak, że ustalali grafik i umawiali się, kto dany wieczór będzie mógł odlecieć na kwasie, w czasie kiedy drugie zajmie się małym Gideonem;
• Pali jak komin, szlugi skręca sobie sam;
• Płynnie porozumiewa się językiem migowym, ze względu na głuchą siostrę;
• Przez to, że jego rodzice są brytyjskimi imigrantami, w domu zawsze były kultywowane brytyjskie tradycje. Ponadto Gideon mówi dziwną mieszanką brytyjskiej i australijskiej angielszczyzny.
• Nie pija kawy, tylko herbatę, bo ten napój zawsze królował w jego rodzinie. Jego ulubiona to imbirowa z sokiem z malin.
• Jest beztalenciem artystycznym na całej linii. Ugotować też do pewnego momentu potrafił tylko jajecznicę, ale po tym, jak wsadzili mu ojca do paki, musiał się poduczyć, bo Elaine potrafi zapomnieć o garnkach i spalić dom. Co niedzielę podaje na obiad pieczone kiełbaski i kwadratowe ziemniaki, jego specjalność.
• Nigdy nie pali przy siostrach.
• Jest utalentowaną gosposią domową. Gotuje, sprząta, robi pranie, zmywa naczynia. Czasami nawet przywdziewa koronkowy fartuszek, bo tylko taki ma w domu.
• Często chodzi ubabrany smarem, bo kiedy majstruje przy swoim motorze albo jest w pracy, zapomina się i upiększa swoją twarz czarnymi plamami, których potem zapomina zmyć.
• Pracuje w warsztacie samochodowym, bo pensja matki to za mało, żeby utrzymać ich rodzinę.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
 Hannah
Wright
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t519-hannah-wright http://art-academy.forumpl.net/t562-kwiatuszek http://art-academy.forumpl.net/t102-pokoj-1-hannah-wright-i-astrix-larousse#281/ http://art-academy.forumpl.net
Hannah Wright

avatar

Liczba postów : 320
Age : 24
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: You can't burn fire   Nie Lis 09, 2014 10:22 pm


Willow T. Feninngan


Założyciel forum • Grafik • Ogarniacz • Idealna Niania
Czasowość? Bywa moją cechą,
o ile będziesz mnie regularnie bić!

Miliard rzeczy do zrobienia? Willow ogarnie to w pół sekundy i machnie dwa odpisy. Zdarza jej się zapominać o regularnych postach, ale to dlatego, że jest bardzo zabieganą istotą, która codziennie ogarnia Westa, i kontroluje forum. Trochę wyrozumiałości, a stanie się dla Ciebie aniołem  i niesamowitym towarzyszem gry, o ile jesteś fanem dram. Willow niszczy swoje postaci zawodowo. Brat WTF twierdzi nawet, że jest lepsza niż George Martin. Nie wierzysz? Sprawdź. Licz się z tym, że będzie to huśtawka nastrojów, emocji i fabuły, przez którą zarwiesz niejedną nockę. Czuwa nad html’em i błędami językowi. Jest ostoją spokoju, a także perfekcyjnie radzi sobie we wszelkiej maści problemach. Jesteś świadkiem kłótni pomiędzy rodzeństwem WTF? Och, masz prawdziwe szczęście, bo oni się nie kłócą. Jeśli ma to miejsce, chodzą oboje struci i jedynym ratunkiem bywają batoniki musli, albo mina na „Kota ze Shreka”. Ta istota jest fanką Freddiego Mercury'ego, Efektu  motyla, Skins’ów, Jamiego Campbell-Bowera, My Mad Fat Diary, PewDiePie'a, piwa, miękkich pędzli do makijażu, dźwięku migawki w aparacie, warkoczy, głębokich kieszeni. Chcesz ją udobruchać? Zapodaj dobre masło orzechowe, a spełni każdy Twój sen!


MULTIKONTA:
Antoinette I. D. Sorensen • Hester E. Hatfield
Kolor w dopiskach: niebiański tórkós


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
 Hannah
Wright
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t519-hannah-wright http://art-academy.forumpl.net/t562-kwiatuszek http://art-academy.forumpl.net/t102-pokoj-1-hannah-wright-i-astrix-larousse#281/ http://art-academy.forumpl.net
Hannah Wright

avatar

Liczba postów : 320
Age : 24
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: You can't burn fire   Nie Lis 09, 2014 10:24 pm

Aloysious Hector Crane
ft. Douglas Booth



Miejsce urodzenia: Nowy Orlean
Data urodzenia: 31 października
Wiek: 25
Zawód: bywa różnie, ale obecnie jest pracownikiem cmentarnym
Orientacja: hetero
Stan cywilny: kawaler
Wyznanie: jedi



mitoman, kompulsywny kłamca × kreatywny × gadatliwy × trudno przywiązuje się do ludzi × ma specyficzne poczucie humoru × towarzyski × lubi być w centrum zainteresowania × zazdrośnik × porywczy × odważny × kobieciarz × radosny × zadufany w sobie × ekscentryczny × zaborczy × ruchliwy × łatwo rozproszyć jego uwagę × zapominalski × bywa chamem i prostakiem × uparty × ryzykant



Amanda Crane zaszła w ciąży w bardzo młodym wieku z współpracownikiem ojca. Miała dwadzieścia jeden lat i zdecydowanie nie planowała jeszcze zakładania rodziny, tym bardziej nie z mężczyzną starszym od niej o dziesięć lat, który absolutnie nie był materiałem na kochającego tatę i wyśmiał ją, kiedy wyznała mu, że nosi jego potomka. Amanda była honorową kobietą. Nie miała zamiaru wykonywać testów na ojcostwo ani robić zamieszania wokół związku, który w ogóle nie powinien mieć miejsca. Powiedziała rodzicom, że nie ma pojęcia, kto jest ojcem, a gdy wyrzucili ją z domu, wyjechała. Wcale nie było jej żal.
Aloysius urodził się już w Nowym Orleanie, gdzie Amanda postanowiła zamieszkać. Byli zawsze tylko we dwójkę i żadne głośno nie narzekało, chociaż niegrzeczny i głośny od dnia narodzin Alojzy dawał matce w kość. Najwyraźniej brakowało w domu męskiego autorytetu, który pokazałby, czym jest dyscyplina. Z drugiej jednak strony, dla matki był skłonny zrobić wszystko.
Nowy Orlean jest znany jako najbardziej nawiedzone miasto w Stanach Zjednoczonych. Najprawdopodobniej ten fakt i niepowtarzalna atmosfera tego miejsca zapoczątkowały fascynację Aloysiusa historiami o duchach, cmentarzami i voodoo. Już jako ośmiolatek opowiadał wszystkim, którzy chcieli słuchać o półprzezroczystych postaciach, które rzekomo widział. Duchy były czymś w rodzaju jego zmyślonych przyjaciół, chociaż nie do końca, ale w Nowym Orleanie nie było to akurat niczym szczególnie niezwykłym. Prawie każdy w tym mieście chociaż raz widział lub czuł obecność zmarłego, a wszystkie te miejskie legendy były największą turystyczną atrakcją, do spółki z cmentarzami, które chciał zwiedzić każdy przejezdny. Łatwo było uznać, że chłopak się po prostu wkręcił w klimat.
Kilka lat później, gdy Alojzy miał szesnaście lat, przez miasto przeszedł huragan Katrina, siejąc spustoszenie i panikę. Młody Crane był wtedy sam w domu, odchorowując anginę, ale Amanda musiała wyjść do pracy. Ich dom pozostał szczęśliwie prawie nienaruszony, ale dla żadnego z nich nie miało to większego znaczenia. Dla Aloysiusa dlatego, że bardziej go interesowało, czy z jego matką jest wszystko w porządku. Dla Amandy dlatego, że zniknęła. Została uznana za zaginioną i nie odnalazła się przez kolejne kilka miesięcy.
Wściekły na świat Aloysius musiał zostać oddany pod opiekę rodziny. Główny problem polegał na tym, że nie utrzymywali kontaktu z żadnym jej członkiem. Równie dobrze mógł trafić do zupełnie obcych ludzi, zamiast do domu dziadków, w którym czuł się nieproszonym gościem. Musiał spakować manatki i przenieść się o cztery stany dalej na zachód - do White Oak, miejsca zgoła innego od tego, w którym się wychował.
Jego dziadkowie bardzo starali się nawiązać z nim kontakt, ale nie było łatwo. Po pierwsze, Aloysius dobrze wiedział, że kiedyś wyrzucili jego matkę z domu i nie potrafił ich polubić. Po drugie, nigdy nie wyrósł z mitomanii. Kłamstwo było jego pierwszym odruchem, kłamał nawet wtedy, kiedy nie musiał, a w niektóre bujdy wkładał tak lekceważąco mało energii, że trudno było nie dowiedzieć się prawdy. Na wychowywanie go było za późno, zwłaszcza że Alojzy buntował się przeciwko wszelkim takim próbom, uznając się za wystarczająco samodzielnego i dojrzałego, żeby nie musieć słuchać dobrych rad starszego pokolenia Crane'ów. Wyprowadził się od nich po dwóch latach, wraz z uzyskaniem pełnoletności, ale nie wyjechał z White Oak - miał za mało funduszy. Wynajął od kogoś łódkę, w której zamieszkał i łapał się przypadkowych prac, nie mając żadnego życiowego celu ani ambicji. Ale nie było mu żal.



» Ma słaby wzrok, ale zakłada okulary tylko do czytania, bo uważa, że wygląda w nich jak debil. Z tej przyczyny często mruży oczy.
» Zawsze chciał mieć szczura albinosa i w końcu się takiego dorobił. Ma na imię Alaric i Aloysius często nosi go na ramieniu.
» Nie czyta zbyt dużo, ale jeśli już czyta, są to horrory. To samo tyczy się filmów.
» Halloween to jego ulubiony dzień w roku, pomijając nawet fakt, że wtedy też wypadają jego urodziny.
» Cierpi na mitomanię, inaczej kompulsywne kłamanie, pseudologia bądź zespół Delbrücka. Jest to klasyfikowane jako choroba psychiczna, ale niech ktoś mu to spróbuje powiedzieć.
» Uwielbia straszyć gości na cmentarzu historyjkami o duchach. Niezwykle bawi go, jak nawet ci, którzy go wyśmiali, oglądają się za siebie przy każdym szeleście.
» Miał kilka dziewczyn, ale nigdy nie traktował żadnej z nich poważnie. I to on zawsze był rzucany. Prędzej czy później jego partnerki zdążały się pokapować w jego kłamstwach.
» Lubi dobry alkohol i trochę hazardu. Mistrz pokera. Nałogowy palacz.
» Zdarza mu się spontanicznie wywołać bójkę w pubie. Do kilku miejsc w Charlotte ma zakaz wstępu.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
 Hannah
Wright
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t519-hannah-wright http://art-academy.forumpl.net/t562-kwiatuszek http://art-academy.forumpl.net/t102-pokoj-1-hannah-wright-i-astrix-larousse#281/ http://art-academy.forumpl.net
Hannah Wright

avatar

Liczba postów : 320
Age : 24
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: You can't burn fire   Nie Lis 09, 2014 10:25 pm

Autumn Jude Powell
ft. Kaya Scodelario



Miejsce urodzenia: White Oak
Data urodzenia: 11 kwietnia
Wiek: 22
Zawód: przyszła pisarka, zarabia na wysyłaniu tekstów do gazet
Orientacja: hetero
Stan cywilny: panna
Wyznanie: oficjalnie jest katoliczką, ale wiara to już inna kwestia



Ona sama nie wie, kim jest i innym też łatwo się w tym pogubić. Sądzisz, że jest niepewna i boi się wymówić na głos coś, co i tak jest oczywiste, ale niedługo później to ona okazuje się tą stanowczą, gdy nadchodzi czas na podjęcie jakichś kroków. Wydaje się być towarzyska i otwarta, ale w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nic ważnego ci o sobie nie powiedziała. Najpierw widzisz, jak pochyla się nad losem obcej, płaczącej osoby; później, jak bezwzględnie ciska ostrymi słowami w kogoś zupełnie bezbronnego.
Na pewno jest silna. Temu się nie da zaprzeczyć. Nie płacze i nie rozpamiętuje porażek, konsekwentnie wspina się na najwyższą górę, odradza się jak feniks z popiołu, nie ucieka, dzielnie stawia czoła problemom. Jednocześnie trudno jest jej przyjąć pomoc, nie potrafi zrozumieć powiedzenia, że nie jest to oznaką słabości, ale tego, że nie jest się samotnym. Dla niej jest. Pozwalanie ludziom na okazanie wsparcia wiele ją kosztuje, a zdarza się tak tylko wtedy, gdy uzna, ze to druga osoba bardziej tego potrzebuje, nie ona.
Nie jest dobra w mówieniu o uczuciach, woli je okazywać, a i to przychodzi jej dosyć niezręcznie. Wymówienie słów "kocham cię" jest najtrudniejszym zadaniem, jakie można przed nią postawić. Poniekąd oczekuje od ludzi, żeby to po prostu pojęli bez jej tłumaczeń czy wysiłków. Często nie jest też w stanie określić, co czuje, nazwać tego, przyswoić. Świat emocji jest dla niej czymś nieznanym, po czym stara się poruszać ostrożnie, stąpając na palcach.
Jest bystra i rozmowna. Interesuje się wieloma rzeczami, więc z chęcią wymieni kilka zdań na temat muzyki, filmu, sytuacji na świecie i w kraju, poopowiada dowcipy i anegdotki, a jeśli się na czymś nie zna, zasypie cię pytaniami. Zada też kilka na twój temat, sprytnie pomijając te zdane przez ciebie o nią samą, jeśli się pojawią i akurat stwierdzi, że nie musisz znać odpowiedzi. Często można usłyszeć jej dźwięczny śmiech, a w uśmiechu pokazuje wszystkie zęby. Z natury jest bardzo cyniczna, uwielbia też sarkastycznych ludzi.
Nie lubi kłamać, ale potrafi być przebiegła i czasami z tego korzysta, jeśli uzna to za konieczne. Ciężko stwierdzić, co za taką sytuację może uznać, ona sama nie wie. Bądź co bądź, stara się być szczera i zdarza się, że trochę się z tym zagalopuje. Można stwierdzić, że zdarza jej się być społecznie nieprzystosowaną. Ma silnie rozbudowany kręgosłup moralny, ale, jak to kręgosłup, ma on swoje naturalne wygięcia.



Można starać się doszukiwać przyczyn wycofania Autumn w jej przeszłości, ale lepiej od razu sobie darować, nie tracić czasu. Niejeden dzieciak chciały mieć takie dzieciństwo, jak najmłodsza latorośl Powellów. Rodzice kochali swoje córki i siebie nawzajem, nie było żadnych rodzinnych tajemnic, traumatycznych zdarzeń, ostrych zakrętów i jazdy bez trzymanki. Kłótnie z siostrami, łopatki skradzione przez innych użytkowników piaskownicy i zbite kolana były jedynymi problemami dziecięcych lat Autumn.
Nigdy nie brakowało jej uwagi rodziców. Zawsze mogła liczyć na to, że mama zaplecie jej warkocze, a tata poczyta bajkę na dobranoc, kiedy już pomoże najstarszej siostrze z lekcjami. Jako czwarte dziecko nie mogła być wychowawczym eksperymentem, a Farley i Clara zawsze wiedzieli, co odpowiedzieć na wszystkie dziecięce pytania, na które odpowiedzi niestrudzenie starała się poznać.
Nie chowała się pod łóżkiem, nie była nieśmiała i niepewna siebie. Chuda i niska dziewczynka szybko mogła znaleźć się na samym dole szkolnego łańcucha pokarmowego, ale szybko nauczyła się słowami i ciętym językiem nadrabiać fizyczne braki. Może i nie dałaby rady odebrać koleżance z przedszkola lalki siłą, ale kilkoma argumentami ("moja siostra jest już w liceum i jak jej powiem to połamie ci nogi") potrafiła przekonać inne dzieci, że nawet nie warto próbować.
W szkole głównie trzymała się z alternatywnymi dzieciakami. Nie była ani szkolnym postrachem, ani królową towarzystwa, ani też jedną z tych osób, które co jakiś czas lądują z głową w toalecie, była dokładnie pośrodku tego wszystkiego. Niewiele osób znało jej imię, ale nie miała aspiracji, by piąć się po socjalnej drabince sukcesu. Trzymała się swoich znajomych, a całą energię wykorzystywała, aby rozwijać swoje zainteresowania.
Pisała od zawsze. Na początku siadała obok ojca i obserwując jego pracę, udawała, że robi to samo, chociaż niezgrabną rączką jedynie kreśliła koślawe okręgi na kartce. Wymyślała historie o zaginionych zwierzątkach, tajemnych wyspach i wymyślonych przez siebie kreaturach, oprawiała je własnymi rysunkami i z dumą prezentowała rodzicom, domagając się, by ojciec przekazał je wydawcy, żeby ona też miała swoją książkę. W podstawówce tworzyła profile długowłosych, złośliwych bohaterek ratujących świat. W liceum jej opowiadania, noszące znamiona zafascynowania stylem naturalistów, wygrały kilka małych konkursów literackich oraz jeden większy. Nigdy nie była pewna, czy to przypadkiem jej nazwisko, dzięki ojcu obecne na rynku literackim, nie robiło większego wrażenia, niż teksty.
Po ukończeniu liceum zdecydowała się nie iść na studia. Żaden z uniwersytetów, na które się dostała, nie oferował interesujących ją kierunków na zadowalającym ją poziomie. Ambitna i pewna swoich umiejętności, postanowiła dorobić się wszystkiego na własną rękę.
Przeprowadziła się z rodzinnego domu, najpierw do Charlotte, potem do Nashville, Chicago i do jeszcze kilku większych miast. Pracowała jako kelnerka, jednocześnie pisząc i wciąż wysyłając opowiadania do różnych wydawnictw, czasami gazet, każde podpisując pseudonimem. Pierwszy raz udało jej się sprzedać opowiadanie w wieku dwudziestu lat, a redakcja tego czasopisma poprosiła ją o więcej tekstów, dzięki czemu mogła zrezygnować z połowy etatu baristki i spędzać więcej czasu na pisaniu.
Po roku ukończyła swoją pierwszą książkę i była niezwykle zdeterminowana, aby ją wydać. Nie chciała prosić ojca o poruszenie kontaktów, nie chciała też prosić o wsparcie finansowe, bo wydawało się to nieuczciwe.
Kiedy przypadkiem spotkała w barze świętującego urodziny znanego pisarza, a przy okazji wydawcę, wcale nie miała zamiaru kupić jego zainteresowania ciałem, nienawidziłaby się za to. Rozpoczęła rozmowę z zamiarem zareklamowania się jako autorki, zainteresowania swoją osobą w dostatecznym stopniu, by zechciał on rzucić okiem na jej twórczość i nic więcej, a tamten romans? Nie przewidziała tego, nie miała tego w planach. Sprawy potoczyły się swoim własnym biegiem, ale zafascynowana jego osobą, nie starała się tego zatrzymać. Na chwilę nawet zapomniała o swoich ambicjach i szaleńczej walce o uwagę na rynku wydawniczym. Było jej dobrze przez te kilka tygodni, nie żałowała jednak, gdy żar się wypalił i tym samym ich drogi rozeszły. Jak się okazało, najprawdopodobniej tylko chwilowo. Nie minęło zbyt dużo czasu, kiedy odkryła, że jest w ciąży.
Spanikowała. Wróciła do White Oak, przez chwilę jeszcze chcąc zachować swój stan w tajemnicy - przed rodzicami, przed siostrami, przed przyjaciółmi, przed ojcem dziecka. Wprowadziła się do przyjaciółki z okresu liceum. Chciała zebrać myśli, ale okazało się być to wyjątkowo czasochłonnym zajęciem.



» Nie poszła na studia, ale uczestniczyła w kilku korespondencyjnych kursach kreatywnego pisania. Chce pójść w ślady ojca i być pisarką - napisała już jedną książkę i właśnie walczy o jej wydanie pod pseudonimem;
» Zarabia na krótkich opowiadaniach i esejach, które rozsyła do różnych gazet, wystarcza to na jej połowę rachunków i zaspokojenie podstawowych potrzeb;
» Ma słabość do dojrzalszych mężczyzn; jakiś czas temu wdała się w romans z jednym osiemnaście lat od niej starszym;
» Ubiera się kobieco, nie lubi obwieszać się biżuterią;
» Ma kompleks wzrostu, chociaż nie jest aż tak niska, bo ma trochę ponad metr sześćdziesiąt; zazwyczaj nosi jednak buty na wysokim obcasie;
» Jej ulubionym alkoholem jest piwo i cydr, za to szampana pije tylko wtedy, kiedy wypada;
» Odrzuca ją zapach dymu papierosowego i nie lubi, kiedy ktoś pali w jej towarzystwie;
» Nie znosi bałaganu, wszystko musi mieć swoje miejsce, przedmioty na biurku ułożone symetrycznie;
» Uwielbia twórczość Zoli, Dostojewskiego i Huxleya;
» Czasami słyszy, że pisze jak mężczyzna;
» Całkiem nieźle rysuje i zawsze wykonuje szkice swoich bohaterów;
» Szklanki wylatują jej z rąk, przedmioty atakują, a płaska powierzchnia stanowi niekiedy tor przeszkód dla jej niezdarnych nóg;

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
 Hannah
Wright
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t519-hannah-wright http://art-academy.forumpl.net/t562-kwiatuszek http://art-academy.forumpl.net/t102-pokoj-1-hannah-wright-i-astrix-larousse#281/ http://art-academy.forumpl.net
Mulberry White

avatar

Liczba postów : 224
Age : 23
Skąd : Brighton

PisanieTemat: Re: You can't burn fire   Pon Sty 05, 2015 9:11 pm

Urodziłam się w prywatnej klinice w Londynie. Jako członek rodziny Osbournów, już od pierwszego dnia swojego istnienia miałam zapewnione szczególne traktowanie, nawet pomimo tego, że przez jakąś historię z przeszłości nasz ród spadł mocno w hierarchii. Wciąż jednak byliśmy rodziną szlachecką, która przed kilkoma pokoleniami cieszyła się jeszcze szczególnym zaufaniem rodziny królewskiej. Od pierwszych minut mojego życia zwracano się do mnie per "lady". Pewnie gdyby to było możliwe, zamiast w inkubatorze, położono by mnie w małym pałacyku, ale na żółtaczkę nic innego nie mogli poradzić. Podobno jako niemowlę byłam wyjątkowo mała i pomarszczona. Nie ma jednak żadnych zdjęć, które mogłyby to udowodnić. W tej rodzinie nikt nie robi takich rzeczy jak kolekcjonowanie szpitalnych opasek noworodków i zapisywanie dat pierwszego ząbkowania, pierwszego wypowiedzianego słowa czy też pierwszego strzyżenia. Nie mam pojęcia, kto jest pierwszą osobą, którą rozpoznałam, a moje pierwsze wspomnienie dotyczy mokrego nosa jednego z hartów ojca, który stracił życie w polowaniu, gdy syn jakiegoś ważnego znajomego rodziny pomylił go z zającem (taka jest wersja oficjalna, ale moim zdaniem po prostu jest sadystą).
Nie mogę powiedzieć, że nie otrzymywałam żadnego zainteresowania ze strony rodziców. Nie, to rysowało się zupełnie inaczej. Byłam jedynaczką i pomimo wszelkich starań, żadne rodzeństwo nigdy nie przyszło na świat. Przyszłość naszego nazwiska spoczywała zatem w moich rękach. Wiem, że ojciec nigdy nie odżałował, że jestem dziewczyną, ale doceniam to, że starał się tego nie okazywać. Raz nawet pozwolił mi wziąć udział w polowaniu, chociaż zazwyczaj to było niedopuszczalne. Nie zrobił tego nigdy więcej, bo po tym, jak upolowano zająca, zsiadłam z konia, wyrwałam go z rąk ojca i płakałam tak, jakby coś rozrywało mnie od środka.
Otrzymywałam wiele lekcji. Musiałam wiedzieć, jak zachowywać się w towarzystwie, jaką przyjmować postawę, o czym rozmawiać. Uczono mnie francuskiego, jazdy konnej, szermierki, literatury, historii Anglii i gry na pianinie, zanim jeszcze posłano mnie do jednej z najlepszych prywatnych szkół z internatem na Wyspach. Nie chciałam tam jechać, bo jeśli było coś, co zabijało uczucie samotności i zmęczenia, to był to mój najlepszy przyjaciel dziecięcych lat. Ktoś, kto potrafił mnie rozśmieszyć tak, że brakowało mi tchu, ktoś, kto ciągał mnie za warkocze, ale i tak nigdy za to nie obrywał, ktoś, kto był jedyną osobą, w której ustach zdrobnienie "Lottie" brzmiało nie tylko akceptowalnie, ale tak, że zaczęłam je nawet lubić. Kai i ja byliśmy niemal nierozłączni. Chociaż wszyscy wiedzieli, że widok naszej dwójki razem wróży jakieś nieszczęście (zazwyczaj jego siła kumulowała się na mnie, to ja łamałam różne części ciała, zdzierałam kolana i chorowałam - chyba po prostu mam pecha), ale nikt nie starał się nas rozdzielać. Chciałabym powiedzieć, że nikt nie starał się nas rozdzielać dlatego, że i tak znaleźlibyśmy jakiś sposób, żeby wymknąć się gdzieś we dwójkę w czasie wizyty mojej rodziny u niego, albo jego rodzinny w naszym dworku, bo to brzmiałoby dużo lepiej, ale prawda jest taka, że pozwalano nam razem przebywać mimo wszelkich strat, ponieważ pisana nam była wspólna przyszłość. Ale o tym nie wiedziałam jeszcze przez kilka następnych lat.
Po wyjeździe do szkoły usychałam z tęsknoty z Kaiem, szczególnie przez to, że nieprzezwyciężona po dziś dzień nieśmiałość ograniczyła listę moich znajomych do dwóch koleżanek, z których w dodatku jedna była bardziej zainteresowana prestiżem mojej rodziny, niż mną. Separowałam się od ludzi. Chciałam być tylko z Kaiem. Dlatego większość czasu poświęcałam pilnej nauce, mając nadzieję, że sukcesem i ambicją przekonam ojca, że nie musi żałować mojej płci, że mogę być równie dobra, co syn i przynieść nazwisku Osbournów dumę, którą nadszarpnęły wydarzenia z przeszłości.
Wszystko bowiem, co robili moi rodzice, każda dotycząca mnie decyzja, miała na celu odzyskanie szacunku i pozycji, utraconej przez aferę, w którą zamieszany był mój dziadek. Oficjalnie wciąż nic o tym nie wiem, kamerdyner rodziny został przeze mnie zmuszony do opowiedzenia o tym, jak mój dziadek wmieszał się w romans z nieszczęśliwie zakochaną w nim służącą, która ostatecznie z żalu popełniła samobójstwo. Chociaż od tego zdarzenia minęło kilkanaście lat, wciąż szeptem przekazywano sobie tę plotkę, gdy zjawialiśmy się na jakimkolwiek oficjalnym wydarzeniu towarzyskim, a niektóre rodziny pomijały nas w zaproszeniach.
Byłam pełna ochoty, by spełnić swój obowiązek i przynieść rodzicom dumę, dlatego robiłam wszystko, co do mnie należało. Nie sprzeciwiałam się, chociaż miałam chwile słabości. Zwłaszcza patrząc na Kaia, prowadzącego hulaszczy tryb życia, nie przejmując się opinią i konwenansami. Zazdrościłam mu śmiałości, ale z drugiej strony zawsze wiedziałam, że na dłuższą metę wyrwanie się na wolność nie przyniosłoby mi szczęścia ani ulgi. Życie, które prowadziłam, było jedynym, które znałam, więc zduszałam marzenia o wyjeździe za ocean, o nauce fotografii i o dorównaniu Kaiowi.
A nasze relacje? Przez całe lata, które spędziłam w szkołach dla dziewcząt z internatem, nasze stosunki rozluźniły się. Nie byliśmy już jak bliźnięta, uczepione swoich rąk i robiące wszystko wspólnie. Nieważne, jak irracjonalne to było i nieważne, że zdawałam sobie z tego sprawę, brakowało mi śmiałości, żeby zabiegać o jego towarzystwo. Plotki głosiły, że oferował swój czas wielu kobietom. Plotki głosiły, że nie byłam podobna do żadnej z nich.
Zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu uświadomiłam sobie, że byłam beznadziejnie i nieodwołalnie zakochana w swoim przyjacielu z dzieciństwa. Że kochałam go od zawsze. Że to dziwne uczucie, ten ucisk w klatce piersiowej za każdym razem, gdy słyszałam historie o jego kolejnych romansach, to mieszanka smutku, zazdrości i bólu.
Można byłoby pomyśleć, że w takim wypadku to, co zaplanowali nasi rodzice, powinno mi odpowiadać, ale to nie do końca prawda. A o co chodzi?
Tuż po tym, kiedy ukończyłam szkołę średnią, nasza rodzina i Fenninganowie mieli zasiąść do wspólnej uroczystej kolacji. Chciałam odmówić i wymówić się złym samopoczuciem, ale matka osobiście pofatygowała się, by oznajmić mi, że moja obecność jest kluczowa. Nie miałam pojęcia, co mogłoby to znaczyć. Niczego się nie domyślałam. Z pogłosek słyszałam o jakiejś karze wymierzonej Kaiowi przez rodziców za zniesławianie rodziny, więc nie spodziewałam się jego obecności, ale jednak zjawił się. Przez cały posiłek czułam delikatne kopniaki pod stołem, widziałam posyłane mi porozumiewawcze spojrzenia i gesty wyśmiewające rozmowę naszych rodziców o polityce, ale jedynym, co potrafiłam zrobić, było wpatrywanie się w swój talerz z twarzą schowaną we włosach, by rumieniec był dobrze ukryty pod puklami przed spojrzeniem Kaia.
Podniosłam głowę dopiero słysząc swoje imię z ust ojca, który wstał do toastu i przenosił spojrzenie ze mnie na Kaia, równie zdezorientowanego, co ja. I wtedy padło to słowo. "Zaręczyny". Zesztywniałam, zbladłam, na przemian było mi gorąco i zimno, byłam prawie pewna, że za chwilę wszystko, co zjadłam, wyląduje na perskim dywanie zdobiącym naszą jadalnię. Pomimo wyczynów Kaia, jego rodzina cieszyła się niegasnącym uznaniem wśród wyższych sfer, a ja miałam przynieść dumę rodzicom, przyjmując jej nazwisko. Tak powiedzieli, zanim zemdlałam.
To było nie do pomyślenia, że obudziłam się już pierścionkiem zaręczynowym na dłoni, wciśniętym na palec przez matkę, której przekazał go ojciec Kaia. Chciałam zaprotestować, chciałam pierwszy raz w życiu wyrazić swoje zdanie na temat swojej przyszłości, ten jeden raz. Wizja Kaia zmuszonego do bycia moim mężem i pogrążonego przez to w nieszczęściu była nie do zniesienia i chociaż go kochałam, nie potrafiłabym być z nim w zaaranżowanym związku. Z nikim bym nie potrafiła.
Matka przekonała mnie pozwoleniem wyjazdu za ocean i wybrania kierunku studiów i uniwersytetu, na który chcę pójść. Niechętnie, ale zgodziłam się przyjąć postawione warunki. Nie spotkałam Kaia przed swoim wyjazdem, nie dałabym rady spojrzeć mu w oczy. Wyjechałam.
Jestem tu od dwóch lat. Studiuję fotografię na Uniwersytecie Pensylwania i pracuję jako fotograf, chociaż nie muszę na siebie zarabiać, bo utrzymują mnie rodzice. Staram się nie myśleć o tym, że zgodnie z ustaleniami, gdy skończę dwadzieścia pięć lat, będę musiała wrócić do Anglii i wyjść za mąż.


- jej pełne imię to lady Charlotte Genevive Casiopea Henrietta Osbourne;
- jest zaręczona ze swoim przyjacielem z dzieciństwa - przymusowo, a chociaż nigdy nie ściąga pierścionka, nie widziała się ze swoim narzeczonym od bardzo dawna;
- w czasie pobytu w USA odzwyczaiła się nieco od bycia tytułowaną jako "lady" - pewnie gdyby chciała tego wymagać, zostałaby wyśmiana, ale i tak nie ma takich ambicji, raczej nie chwali się swoim pochodzeniem, chociaż też tego nie ukrywa;
- znajduje się gdzieś pod koniec drugiej setki pretendentów do tronu;
- jej postawa jest zawsze nienaganna, plecy proste, podbródek wysoko uniesiony; wygląda to aż nienaturalnie, ale Lotta absolutnie nie potrafi się garbić, tak samo jak nie potrafi zmusić się do jedzenia rękami - prawdziwa z niej damulka;
- pija tylko wino i szampana, nigdy też nie paliła, bo damie nie wypada;
- uwielbia jazdę konną (oczywiście stylem angielskim, bo jakżeby inaczej), kiedy nikt nie patrzy, puszcza się galopem przez las;
- wierzy we wszystkie konwenanse i uważa, że kwiat swojego dziewictwa może oddać tylko miłości swojego życia, najlepiej dopiero po ślubie - jest nietknięta, w dodatku potwornie wstydliwa i płochliwa;
- całowała się tylko dwa razy w życiu;
- jej pierwsza szkolna przyjaźń rozpadła się, kiedy wyszło na jaw, że jej współlokatorka jest w niej zakochana;
- jedyną osobą, która ma prawo zwracać się do niej "Lottie" jest Kai;
- od zawsze szkliły jej się oczy na widok aparatów fotograficznych, to dlatego pracuje, chociaż wcale nie musi i stąd taki a nie inny wybór kierunku studiów;
- nota bene, gdyby nie zgodziła się na zaręczyny, nie mogłaby spełnić swojego marzenia o fotografii i nie byłoby jej w Philly;
- wypadki zdarzają się jej wyjątkowo ciężko, do tego stopnia, że nauczyła się już za każdym razem podnosić się i otrzepywać z klasą, mocno zaciskając zęby; pecha ma ogromnego;
- rzadko angażuje się w relacje z ludźmi, woli trzymać się na uboczu i zawierać tylko niezbędne znajomości;
- marzy o podróży dookoła świata;
- swojego ulubionego konia dostała za młodu i nazwała go wtedy Kai, dopiero później powstydziła się tego czynu i upomina stajennych, który mówią do ogiera inaczej, niż Kajtek - gdyby ktokolwiek dowiedział się, jak brzmi wersja oryginalna, spaliłaby się ze wstydu;
- nie może znieść widoku krwi, bólu i cierpienia;
- potrafi być waleczna i zdecydowana, to nie jest tak, że jest słabą kobietką, chociaż jest, owszem, delikatna;
- panicznie boi się małych przestrzeni;
- jej strój zawsze wygląda nienagannie i nigdy nie odsłania zbyt wiele ciała, bo nie ma nic, co Lottę stresowałoby bardziej;

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

HELP
all what I need
Haru™ Sourcecode


Ostatnio zmieniony przez Willow Nessmann dnia Pią Mar 17, 2017 8:02 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t523-willow-i-nessmann http://art-academy.forumpl.net/t558-let-me-be-closer http://art-academy.forumpl.net/t617-wierzbowy#3309 http://art-academy.forumpl.net/t106-pokoj-3-felicity-lancaster-willow-i-nessmann
Mulberry White

avatar

Liczba postów : 224
Age : 23
Skąd : Brighton

PisanieTemat: Re: You can't burn fire   Pon Kwi 06, 2015 6:08 pm

Helen 'Honda' Jameson

wiek i klasa: 21, II rok
data i miejsce urodzenia: 1 kwietnia, Miami
bractwo: Phi Beta Kappa
orientacja: hetero
stan cywilny: panna
kierunek: fotografia
wyglądu użycza: Chloe Norgaard
rodzina: Mama, ojczym, przyrodnia siostra i przyrodni brat. Gdzieś chyba jest też ojciec, ale nikt nie wie, gdzie dokładnie.
Biografia
Urodziłam się w Prima Aprilis, ale mama na szczęście oszczędzała mi niezwykle zabawnych żartów w stylu "zrobiłaś mi dowcip życia". Wiem, że nie byłam planowanym dzieckiem, ale nigdy nie nazwałaby mnie "wpadką" ani niczym takim. Co innego mój ojciec, ale to trochę późniejsza historia. Przez pierwsze lata mojego życia było całkiem spokojnie, o ile akurat nie wywołałam huraganu wokół siebie, przewracając wszystko w promieniu metra. Miałam w sobie ogromne ilości energii, które często ujawniały swoją niszczycielską siłę, chociaż nigdy nie chciałam łamać kwiatów w rabacie sąsiada i przewracać kredensu z porcelaną też nie chciałam, to wszystko samo się działo, nie wymagało mojego pozwolenia. Mama zazwyczaj tylko kręciła ze zmęczeniem głową, jednocześnie rozczulona i zrezygnowana, ale ojciec był mniej weselszy. Miał jeszcze więcej niszczycielskiej siły, niż ja. Często podnosił głos i czasami też rozbijał talerze, tyle tylko, że specjalnie. Mama usprawiedliwiała go, mówiąc, że nie był jeszcze gotowy na odpowiedzialność związaną z dzieckiem, to było dla niego zbyt nagłe, ale... naprawdę? Naprawdę miałam to zrozumieć, mając sześć lat? Naprawdę miałam mu wybaczyć kilka siniaków i mnóstwo łez?
Nie rozumiałam, co czuję, kiedy któregoś dnia wyszedł, trzaskając drzwiami i więcej się nie pojawił. Jednocześnie to była wielka ulga, jak i smutek. Tęskniłam za nim, jakby nie patrzeć, mieliśmy też dużo dobrych chwil. Może nie był idealnym ojcem, może czasami ponosiła go złość, ale koniec końców, na pewno nie nazwałabym go nigdy złym człowiekiem.
Smutna była też mama i nie mogłam tego znieść. To było w podstawówce, kiedy podczas rozmowy z koleżanką wpadłam na genialny plan - nie ja jedyna. Nasi rodzice byli samotni, więc postanowiłyśmy to zmienić. Jeszcze dzisiaj, kiedy myślę o tych misternych planach, które układałyśmy, nie mogę powstrzymać uśmiechu dumy. Co ważniejsze, podziałało. Mama już nie była smutna, a ja zyskałam siostrę i brata - i tym samym mnie też było weselej, bo przecież w grupie zawsze raźniej.
Są też negatywne skutki tego planu. Chyba nawet nie jestem w stanie mówić o tym wprost, nadal. Chociaż staram się zdusić w sobie niechciane emocje, które są absolutnie nie do zaakceptowania i chociaż pogodziłam się już dawno z tym, że muszę z nich zrezygnować, ciągle szybciej mi bije serce w pobliżu ostatniej osoby, w pobliżu której powinno. Dlatego czasami jej unikam.
Nieważne, moje życie było też pełne radosnych rzeczy, jak na przykład te wakacje, kiedy z grupą znajomych dotarliśmy stopem do Wielkiego Kanionu, a za rok na Alaskę. Była niezliczona ilość nocy, których nie pamiętam w całości, było wiele pocałunków, uniesień, zawrotów głowy, śmiechu i zamglonych spojrzeń, więc nie mam na co narzekać. Teraz jestem tu, studiuję coś, co kocham i planuję jeszcze więcej nieprzespanych nocy i dalekich podróży.
Charakter
Jestem chyba trochę dziwnym człowiekiem. Tak mi mówią, a ja nie kwapię się, żeby temu zaprzeczać, raczej w milczeniu przyjmuję to do wiadomości. Nie wiem, czy to dobrze, czy to źle. Pewnie czasami tak, a czasami inaczej, zależnie od sytuacji.
Staram się zawsze myśleć o sobie na ostatnim miejscu. To podstawowa zasada mojego życia. Czemu, spytacie? Nie odpowiem na to pytanie inaczej, niż uśmieszkiem, bo sama nie wiem. Po prostu tkwi we mnie przekonanie, że tak powinno być. Uwielbiam patrzeć na uśmiech, który ja przywołałam na czyjąś twarz. Mogę poświęcić bardzo wiele, żeby tak patrzeć, najlepiej jak najczęściej i jak najwięcej, na wszystkich twarzach świata. Uszczęśliwianie innych to moje główne zajęcie, pasja i największe marzenie.
Jeśli niektórym już formuje się w głowie obraz mnie jako niemożliwej altruistki, to... nie jest to do końca prawda. Podchodząc do sprawy zupełnie uczciwie, to przecież uszczęśliwiam innych dla siebie, karmię przy tym swoje ego. Tkwię przy tym w paradoksie, wiem, dlatego zazwyczaj unikam myślenia na ten temat.
Często unikam myślenia o zbyt trudnych i wymagających rzeczach. Nieodpowiedzialna, powiedzą. Niech mówią. Życie jest zbyt krótkie, żeby wiecznie się martwić i jeśli sprawy się komplikują, wyciągam kciuk w górę i wyruszam stopem w kilkudniową podróż albo kładę się spać z nadzieją, że wyśnię rozwiązanie na wszystkie swoje problemy. Poważne rozmowy mnie płoszą i aby jakąkolwiek odbyć, muszę zebrać w sobie całą swoją determinację. Muszę kogoś bardzo kochać, żeby to zrobić. Na szczęście wielu ludzi bardzo kocham. Rozdaję miłość nie zadając zbyt wielu pytań, więc tak już jest.
Lubię tańczyć na środku ulicy, śmiać się na całe gardło, wymyślać niestworzone historie, leżąc na wilgotnej od rosy trawie i patrząc na księżyc; lubię skakać po drzewach i po kałużach, wskakiwać do fontann i urządzać pogonie na najbardziej ruchliwych ulicach Miami. Lubię podróżować i uwieczniać wszystkie piękne chwile na zdjęciach. Czasami lubię też poudawać, że nie mam problemów i jestem dużo szczęśliwsza, niż w rzeczywistości.
Ciekawostki
- Miała już na głowie wszystkie kolory tęczy, a zmieniają się one średnio co trzy tygodnie (ciężko jest już mówić o tym, co znajduje się na jej głowie jako o włosach po tych wszystkich zabiegach, ale kto by się tym przejmował)
- Ma kilka tatuaży, a do jednych z jej ulubionych należy mała róża wiatrów z napisem "wanderlust queen" w dole pleców
- Lubi wszystko, co egzotyczne, boho, dziwne, oryginalne, hipisowskie, kolorowe i łyszczące, istna z niej sroka!
- Absolutnie nie umie opowiadać dowcipów, zawsze je spala. Co nie znaczy, że się poddaje!
- Lubi ostre przyprawy i azjatycką kuchnię. Z garami radzi sobie całkiem nieźle!
- Zna się na wielu rzeczach, na których stereotypowo znają się tylko mężczyźni. Może nie wygląda, ale, dla przykładu, potrafi zrobić kilka rzeczy przy samochodzie.
- Chce objechać świat, koniecznie. Do tej pory niezbyt dużo bywała za granicą, bo nie miała kiedy i za co. Marzy zwłaszcza o podróży do Indii i Australii.
- Zawsze chciała grać w zespole, ale jedynym, co pozwalali jej wziąć do rąk, był tamburyn. Kto by pomyślał, że na nim też można nie umieć grać?
- Jej ulubione zwierze to foka, a ulubioną atomówką jest Bajka. Nadal czasami przemieszcza się po mieście na hulajnodze i buduje forty z mebli.
- Jeśli alkohol, to najlepiej whisky. Niby nie pali, bo "cudze się nie liczą", ale w praktyce inaczej to wygląda.
- Często zagaduje do ludzi na ulicy, czasami zupełnie bez powodu.
- Fama głosi, że ktoś kiedyś widział ją poważnie wkurzoną, ale nikt tego kogoś nie zna.
- Wiecznie gubi lub niszczy telefon.
- Zawsze przedstawia się jako Honda, ludzie często nawet nie wiedzą, że to nie jest jej prawdziwe imię. Zaczął do niej tak mówić jej ojciec.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

HELP
all what I need
Haru™ Sourcecode
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t523-willow-i-nessmann http://art-academy.forumpl.net/t558-let-me-be-closer http://art-academy.forumpl.net/t617-wierzbowy#3309 http://art-academy.forumpl.net/t106-pokoj-3-felicity-lancaster-willow-i-nessmann
Mulberry White

avatar

Liczba postów : 224
Age : 23
Skąd : Brighton

PisanieTemat: Re: You can't burn fire   Czw Kwi 16, 2015 5:12 pm

Biografia
Dzień jej narodzin jest jednocześnie datą śmierci jej matki. Być może dlatego nigdy nie obchodziła tego święta zbyt entuzjastycznie - nawet jeśli jej ojciec starał się zawsze bardzo gorąco, żeby rozweselić swoją córeczkę, swoje oczko w głowie. Nie, to nigdy nie było tak, że Erica była smutnym człowiekiem, wybierającym się na samotne przechadzki na cmentarz, aby melancholijnie spędzać kilka godzin nad grobem matki, czytając poezję i karmiąc ptaki. Właściwie była całkowitym przeciwieństwem kogoś takiego. Od zawsze kurduplowata, przyzwyczaiła się do tego, że musi się postarać, aby zwrócić na siebie uwagę, a jej niewyczerpana energia zawsze jej w tym pomagała, chociaż nie można powiedzieć, by dzięki temu zdobyła popularność, jakiej pragnie każdy amerykański nastolatek. Zawsze była tym dzieckiem, które robiło sobie krzywdę na przyjęciach urodzinowych innych dzieci. Raz włosy wkręciły jej się w wiatrak, raz złamała sobie obie ręce, gdy spadła ze zjeżdżalni, niezliczoną ilość razy potłukła sobie okulary i kolana - nie zniechęcało jej to. Starała się dalej, a zagrzewał ją do tego jej przyszywany starszy brat, sąsiad i najlepszy przyjaciel, starszy od niej o trzy lata. Najlepszy kompan do gry na xboksie i nintendo, najlepszy doradca i tak na dobrą sprawę jedna z niewielu osób, która przejmowała się drobną okularnicą z aparatem na żeby, która zawsze mówiła tak szybko, że trudno ją było zrozumieć. Erica chyba po pewnym czasie (i po jednym bardzo nieprzyjemnym incydencie, gdy na wycieczce szkolnej obcięto jej włosy, gdy zasnęła w autokarze) pogodziła się z tym, że nie wszyscy są mili i fajni i stała się niezdeklarowanym członkiem dwuosobowej loży szyderców, której miejscem spotkań był szkolny klub komputerowy. Nie była zbyt wielkim orłem z większości przedmiotów, ale matematyka, fizyka i przede wszystkim programowanie i kilka wygranych z tej ostatniej dziedziny konkursów zapewniły jej miejsce w collegu, a potem na studiach. W planach miała wyjazd do Anglii - razem ze swoim najlepszym przyjacielem - w ostatniej chwili ojciec cofnął swoje pozwolenie i kazał jej iść do szkoły bliżej, żeby nie musiał spuszczać jej z oczu.
Charakter
Mała Erica ma dosyć spore ego. Potrafi się odgryźć albo nawet przywalić pięścią i chociaż to drugie w skutkach bardziej przypomina lekkie uszczypnięcie, lepiej zejść jej wtedy z drogi, bo jeszcze samej sobie zrobi krzywdę i trzeba będzie wypłacać odszkodowanie. Kurduplowaty szyderca, który najbardziej na świecie nie lubi opalonych lasek w kabrioletach, potrafi być też bardzo sympatyczny. Jej śmiech przypominający krztuszenie wywoła uśmiech na niejednej twarzy, a skłonność do przytulania rozgrzeje niejedno serce. Należy tylko do niej dotrzeć, a to tak naprawdę trudne nie jest. Erica tylko udaje niedostępną. Zamachaj jej jednak czekoladą przed oczami i już jest cała twoja. Jest bardziej uparta, niż byłoby to wygodne i czasami nie daje sobie wmówić, że coś robi nie do końca dobrze. Lubi się bawić, nie lubi być samotna. Czuje się lepiej, gdy jest otoczona przychylnymi ludźmi. Jej kreatywność też potrafi być niebezpieczna, zwłaszcza gdy wymyśli plan zemsty i postanowi wcielić go w życie.
Ciekawostki
- Pierwszy raz pofarbowała włosy w ostatniej klasie liceum, gdy ktoś zarzucił jej, że jest nudna i przewidywalna. Przez tydzień chodziła z zieloną grzywą, a ostateczny, perłowy kolor, był radą znajomej.
- Jest absolutną łamagą i przewraca się na prostej drodze. Nigdy nie zdarzyło się, by w liceum na wfie nie została wybrana do drużyny jako ostatnia, nawet jeśli miała wiele zapału
- Uwielbia Adventure Time i wszystkie kreskówki ze starego Cartoon Network, a także ekranizacje komiksów Marvela i DC Comics, czy to animowane, czy filmowe
- Zawsze ma ze sobą Nintendo, bo nigdy nie wiadomo, czy nie trzeba będzie wyexpić swoich pokemonów na jakimś arcyciekawym wykładzie
- Jest niezłym hakerem
- Chciała być bardziej kobieca, dlatego czasami nosi soczewki zamiast okularów. Czasami nie zakłada też nic i zazwyczaj źle się to kończy
-Wielka fanka PewDiePie'a, Steve'a Jobesa i Billa Gatesa
- Zazwyczaj łatwiej jej się było dogadywać z facetami, bo nie ma bladego pojęcia o Plotkrze, makijażu i obcasach
- Zawsze chciała zrobić cosplay Wonder Woman i iść na Comic Con
- Absolutnie niedoświadczona, jeśli chodzi o facetów
- Zdarza jej się pić alkohol, a kończy wtedy nieprzytomna i nikt jej nawet włosów nie przytrzyma, m bardzo słabą głowę
- Absolutnie jara się zwierzętami, kiedy jest w zoo, ledwo nadąża z oddychaniem
- Teksty z memów to jej najczęstsze komentarze na rzeczywistość
- Obsesyjnie przegląda 9gaga i nigdy nie wychodzi z domu bez laptopa
- Trudno wyobrazić sobie istnienie większego antytalencia artystycznego
- Gdy stara się gotować, nawet opary wydobywające się z naczyń mogą okazać się śmiertelne
- Zazwyczaj pożywia się fastfoodami, słodyczami, chipsami i Mountine Dew, aż dziwne, że jeszcze wygląda jak człowiek - można jej pozazdrościć przemiany materii
- Ma szczura albinosa, którego nazwała Ratata (jakimś cudem jej za to nie nienawidzi), często nosi go na ramieniu

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

HELP
all what I need
Haru™ Sourcecode


Ostatnio zmieniony przez Willow Nessmann dnia Sob Cze 13, 2015 12:06 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t523-willow-i-nessmann http://art-academy.forumpl.net/t558-let-me-be-closer http://art-academy.forumpl.net/t617-wierzbowy#3309 http://art-academy.forumpl.net/t106-pokoj-3-felicity-lancaster-willow-i-nessmann
Sponsored content




PisanieTemat: Re: You can't burn fire   

Powrót do góry Go down
 
You can't burn fire
Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
dodatkowe
 :: 
relacje
-
Skocz do: