IndeksCalendarFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Felicity Lancaster

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Felicity Lancaster



Liczba postów : 329
Age : 21
Skąd : Francja

PisanieTemat: Felicity Lancaster   Wto Lip 23, 2013 9:47 pm




Felicity Lancaster
Cara Delevingne



Informacje

Data i miejsce urodzenia: 13.04 / Paryż
Wiek: 18
Kierunek: Muzyka
Rok: I


Charakter

Myślisz, że uda ci się mnie zatrzymać? Że dasz radę osłabić mnie na tyle, bym zaprzestała dążenia do wyznaczonego sobie wcześniej celu? Śmieszny jesteś w tym twoim postanowieniu. Nie da się powstrzymać wiatru, przeciśnie się przez każdą, nawet najmniejszą szczelinę. Odrobinę zwolni, ale dalej będzie brnął tam, gdzie znajduje się meta. Nie jesteś na tyle silny, by utrzymać w ryzach tak potężną wolę walki, która zakorzeniła się we mnie zaraz po narodzinach. Nie zabijesz mojej wytrwałości. Jeżeli jednak mnie zdenerwujesz, możesz liczyć na to, że pięknie ci się odwzajemnię. Niektórzy mówią, że wygrywam za wszelką cenę, że nie patrzę na konsekwencje i dążę do celu po trupach. Nie znam granic, nie potrafię wyhamować w odpowiednim momencie, wpadam we wszystkie przepaści. Kocham adrenalinę, postawiłam jej w moim sercu posążek, ba! Posąg na dziesięć stóp! Sporty ekstremalne to dla mnie spełnienie marzeń, nawiedzone miejsca są moim schronieniem, a niebezpieczeństwo czai się w każdym zakątku mojego ciała. Nie słuchaj mnie, bo to podszepty szaleńca, przeciągnę cię na swoją stronę, choćbym musiała zginąć. Zawinę cię wokół mojego palca, ale tak, że nawet się nie zorientujesz. W końcu ty grasz tu główną rolę, to ty jesteś panem sytuacji, a ja tylko ci służę… ale uważaj, bo wytrącę ci berło z ręki, a koronę zdobędę zaraz potem. Stop, jestem przecież grzeczną dziewczynką, prawda? Nie robię nikomu krzywdy. Jestem miła, nie chcę ci nic zrobić, spokojnie. Czasami tylko wbiję ci nóż w plecy, kiedy zupełnie nie będziesz się tego spodziewał, czasami tylko utopię twoje marzenia jednym ruchem ręki. Buntuję się, kiedy nie przyznaje mi się racji, przecież zawsze ją mam. Chodzę własnymi ścieżkami za tłumem nieznanych mi osób. Jestem kotem bez orientacji w terenie, muszę pytać o drogę. Powiem ci prosto w twarz najgorszą prawdę, bo wiesz, że nie lubię kłamstwa. Jestem niezależna niemal od zawsze. Powinien za tym iść i zdrowy rozsądek, ale na próżno go u mnie szukać. Kiedyś był, ale poszedł uprawiać dynie giganty i tyle go widziałam. Przez to też pakuję się w najróżniejsze kłopoty - mam chyba do tego prawdziwy talent. Nie można mi tez odmówić pewności siebie i upartości. Mam w niemal każdej sprawie własne zdanie, często je wyrażam i bardzo rzadko porzucam, nigdy tylko dla świętego spokoju. Często robię coś inaczej, trudniej, zabawniej. Lubię odmienność. Nie wierzę za to w przeznaczenie, to głupia gadka dla ludzi, którzy nie potrafią wziąć życia w swoje ręce. Jeżeli czegoś się bardzo chce, to prędzej czy później się to osiągnie. Miłość? Czasami wierzę, czasami nie. Wiadomo, że chciałabym mieć rycerza na białym koniu, ale na razie zadowalam się niewinnymi lub... mocniejszymi... romansami i flirtami, czasami nawet dłuższymi związkami, które jednak zazwyczaj nie kończą się za dobrze. Żadna tam ze mnie cnotka niewydymka, choć oczywiście się szanuję i nie puszczam na prawo i lewo. Jeżeli nie ma mnie na jakiejś imprezie, to najprawdopodobniej jedna wielka stypa. Mam nosa do imprez, zawsze trafiam na te najdziksze i najlepsze. Czasem jestem trochę wycofana, zatopiona w swoim świecie marzeń. Nie mówię dużo o sobie, bo to zamknięcie drogi dla improwizacji. Jeśli zdradzę ci, co tak naprawdę siedzi w mojej głowie, możesz mieć pewność, że mi na tobie zależy i że skoczę za tobą w ogień, jeśli zajdzie taka potrzeba. Bo mimo wszystko jestem lojalna i dbam o przyjaciół. Choć mogłoby się wydawać inaczej.
Maska? Jaka maska? Jestem ja, prawdziwa ja, nie udaję. Tylko czasami, kiedy już nuda mnie dobija, staję się kimś innym. Ciągle jedna, niezwykle spójna osobowość.


Historia

Delikatna, satynowa pościel w kolorze lazuru, który jakby w zwolnionym tempie spływał z wodospadu na zdjęciach powieszonych na ścianach. Pogrążone w cichej rozpaczy wygiętych rogów kartki porozrzucane po całym pokoju, oświetlane przez pierwsze promienie słońca przebijające się przez krystalicznie czyste okno. Cichy szum wentylacji automatycznie włączającej się tuż przed godziną siódmą i równie ciche posapywanie zwiniętego w kłębek kota śpiącego w wiklinowym koszyku pod jedną ze ścian. Wszystko to było świadkiem jedynego w swoim rodzaju cudu poczęcia dziecka, które zburzy dotychczasową sielankę młodego małżeństwa Lancaster. Za dziewięć miesięcy nic nie będzie już takie samo, choć w gruncie rzeczy przybędzie li i jedynie jedno małe stworzonko. Ale na razie… przypatrujmy się z cichym uwielbieniem tej cudownej sceny, pozwólmy dwóm młodym i żądnym sukcesu ludziom wstąpić na wyższy poziom miłości.
***
Krzyk. Często słyszało się go w Hôpital Européen Georges-Pompidou znajdującym się przy 20 Rue Leblanc w Paryżu. Tu było to czymś całkowicie naturalnym, a że krzyczała młoda kobieta właśnie rodząca dziecko przywoływało raczej uśmiech na twarzy przechodzących korytarzami lekarzy. W końcu chodziło o nową istotę, która, co bardzo prawdopodobne, wyrośnie na porządnego i wpływowego obywatela. Cud narodzin... tak to tu nazywano. Aczkolwiek nie wszyscy byli z tego faktu zadowoleni, a z pewnością do tych osób nie należała świeżo upieczona matka. Nigdy nie chciała mieć dziecka. Było ono dla niej raczej przekleństwem, niźli błogosławieństwem. Straci swoją figurę, którą poniekąd zarabiała na swoje życie, a co więcej, przez ciążę ominęła ją szansa na zrobienie międzynarodowej kariery w kasowym filmie jednego z najpopularniejszych reżyserów na świecie. I w imię czego? Poczęcia marnej istotki, wyglądającej jak przerośnięta rodzynka? Do tego nie była do końca pewna, jak mogła zajść w ciążę starannie dbając o antykoncepcję. Ogromne nieporozumienie - tym było dla niej potomstwo, które właśnie chciało wyjść na świat. To z pewnością nie odpowiadało Samancie, zaledwie dwudziestoletniej aktorce z Paryża, której wysiłki oglądał rozdygotany Christopher Lancaster - mąż brunetki. Jego zdanie na temat dziecka różniło się diametralnie. Z całych sił pragnął mieć potomka. Dlatego też pewnej nocy specjalnie przedziurawił prezerwatywę. Wiedział, że to zrujnuje życie jego żonie, ale postanowił działać w imię większego dobra. Nie podejrzewał nawet, że owa istotka może zepsuć na zawsze jego relację z żoną, która słusznie zresztą traktowała go, jako winowajcę całej tej sytuacji. W pewnym momencie wyszedł z Sali Porodowej, czując że wcześniej zjedzone śniadanie pojawiło się na dość niebezpiecznej wysokości. Nerwowo dłubał palcem w ścianie korytarza, wsłuchując się w różnorakie przekleństwa rzucane pod jego adresem przez małżonkę. To przecież normalne, prawda? Wszystkie kobiety klną na mężów podczas porodu... Może i trochę oszukiwał sam siebie, ale wolał myśleć tylko o pozytywnych skutkach swojego postępowania. Będą mięli dziecko.
- Gratuluję panu, panie Lancaster. Ma pan śliczną i zdrową córeczkę. - Takie właśnie słowa usłyszał po paru minutach (a może godzinach?) sterczenia przed drzwiami porodówki. Podziękował serdecznie lekarzowi, niemal nie miażdżąc mu przy tym ręki, po czym szybkim krokiem powędrował do żony trzymającej ich dziecko. Wyraz jej twarzy nie przypominał ani trochę uwielbienia czy miłości do córki, a wręcz przeciwnie... nienawiść i obrzydzenie. Samanta zauważając męża od razu oddała mu ich córkę i odwróciła wzrok w przeciwnym kierunku. Nie tak to sobie wyobrażał, ale kiedy tylko spojrzał na twarzyczkę bobasa wszelkie smutki przeminęły jak za pociągnięciem magicznej różdżki.

***

Mała brązowooka dziewczynka leżała w białym wózku przy jednej z alejek Ogrodu Luksemburskiego. Wózek poruszał się monotonnie, popychany delikatnie przez czterdziestoletnią, dobrze zbudowaną i trochę przysadzistą kobietę w płaszczu, która siedziała na ławce, czytając "Dumę i Uprzedzenie". Felicity, bo tak miał na imię owy bobas, spała słodziutko pod kocykiem w misie, ściskając w malutkiej rączce gryzak w kształcie foki. Daisy Douvall była opiekunką małej Feli już od paru miesięcy, czyli właściwie od początku życie dziecka. Kochała ją, jakby była jej własnym dzieckiem, co było dość naturalne, biorąc pod uwagę fakt, że spędzała z nią dwadzieścia cztery godziny na dobę. No dobrze, prawie tyle. Codziennie wieczorem miała czas wolny, ponieważ ojciec dziewczynki, wracając z pracy, głodny był jej towarzystwa. Zawsze czytał jej książeczki i opowiadał o tym, co dzisiaj robił. Daisy zawsze łza kręciła się w oku patrząc na tego zapracowanego człowieka, który zamiast odpocząć po męczącym dniu, wesoło gaworzył z córką. Inaczej sytuacja miała się z rodzicielką bobasa, która zupełnie nie przejmowała się swoją pierworodną. Ba! Nawet narzekała, że ta za głośno się zachowuje i zbyt często płacze.
Na dworze zaczęło się robić chłodno, a słońce powoli chowało się za horyzontem, więc niania pchając wózek, zaczęła powoli iść w kierunku domu. Niedługo wróci pan Lancaster. Trzeba przyszykować dla niego kolację i wykąpać brzdąca.

***

Dokładnie piętnaście lat później tą samą alejką spacerowała starsza i dojrzalsza już wersja Felicity.
Ciemność była rzeczą cudowna, nie wiedziała, dlaczego większość odczuwa pośród niej irracjonalny strach. Podejrzewała, że chodzi o to, iż zawodzi tu zmysł wzroku, który przecież powszechnie uważany jest za najważniejszy. Nie widzisz i czujesz się dyskomfortowo. Nawet przez myśl ci nie przejdzie, że można go zastąpić pozostałymi zmysłami. Przynajmniej nie na początku. Poza tym wyobraźnia często płata nam w niej figle. Słyszy się jakieś brzęki, ryki czy krzyki, obraz się zamazuje, powstają dziwne cienie. To wszystko tylko psoty ludzkiego umysłu, choć tak bardzo realistyczne. Ale przecież ciemność może być sprzymierzeńcem. Może większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, ale przecież można w niej ukryć łzy i smutek. Coś, czego nie powinno widzieć światło dzienne. Takie właśnie przekonanie miało za niedługi czas zgubić niczego nieświadomą dziewczynę, która obecnie przysiadła na jednej z ławek, wpatrując się w niebo. Otaczała ją niczym niezmącona cisza. I wtedy… cichy odgłos kroków. Odwróciła wzrok w kierunku źródła odgłosów. Mężczyzna. Szybsze bicie serca. Nikogo jeszcze nie wiedziała o tej porze w tym miejscu. Nigdy. Pozorując spokój, nieśpiesznym krokiem ruszyła w stronę bramy. Ale nie zdążyła dojść. Owy nocny spacerowicz pochwycił ją od tyłu za ramiona i przewrócił. Wstrzymała oddech, już chciała krzyknąć, ale nie mogła. Mężczyzna brutalnie zakleił jej usta taśmą klejącą, po czym zaczął błądzić swoimi ogromnymi łapami po jej ciele.

Pierwsza łza za strach.

Stawał się coraz brutalniejszy i śmiały w swoich poczynaniach. Kopała, próbowała za wszelką cenę uwolnić się z jego uścisku. Na nic. Trzymał ją mocno, nie puszczał ani na moment. Wręcz przygniatał ją całym swoim ciężarem do trawy. Już wiedziała, co za chwilę się stanie. Strach wzrastał z każdą minutą.

Druga łza za cierpienie.

W końcu przestał się ograniczać. Zdarł z niej ubrania, jakby delektując się chwilą. Na chwilę czas całkowicie się zatrzymał. Wpatrywała się w podnieconego mężczyznę uwieszonego tuż nad nią. Ostatecznie jednak zamknęła oczy. Nie chciała wpatrywać się w oprawcę. Wyobraziła sobie, że jest daleko stąd. W ciepłym pokoju, wśród delikatnej pościeli… wszystko na nic. Ból był niewyobrażalny.

Trzecia łza za obrzydzenie.

Kiedy mężczyzna skończył, uśmiechnął się do niej zadowolony i pogłaskał po policzku, co jeszcze bardziej spotęgowało poczucie obrzydzenia do tego człowieka. Odwróciła gwałtownie głowę, uciekając od jego dotyku, na co zaśmiał się chrapliwie. A potem zniknął w ciemności, którą uważała za przyjaciółkę. Nie miała pojęcia, ile czasu spędziła jeszcze na mokrej trawie, zanim wstała i opatulając się resztkami ubrań, ruszyła do domu. Ciągle czuła na sobie jego przyśpieszony oddech i pot. Ciągle czuła dotyk jego palców. Nie mogła zapomnieć widoku jego twarzy.

Czwarta łza na zemstę.

Po otępieniu przyszedł czas na bezgraniczną złość za niesprawiedliwość świata. Razem z ojcem udała się na policję, gdzie dokładnie opisała sprawcę. Tam również wykonano jej wszelkie potrzebne badania. Dopiero potem zmyła z siebie ostatnie ślady aktu bestialstwa. Wpatrując się w swoje odbicie, wmawiała sobie, że niedługo wszystko wróci do normy… że ból zniknie i że zapomni, ale wiedziała, iż uraz pozostanie w niej do końca życia. Kiedy złapano owego mężczyznę, pojawiło się w jej sercu coś na kształt triumfu. Już nikogo nie skrzywdzi.

Ostatnia łza za sen.

Każdy kolejny dzień mijał stosunkowo normalnie. Dorastała, zmieniała się, ale w głębi serca nadal pozostawało obrzydzenie. Często też budziła się w środku nocy z krzykiem. W snach pojawiała się scena z przeszłości i nie chciała dać jej spokoju. Powoli narastał w niej strach przed zaśnięciem. Przypisywano jej leki na bezsenność, chodziła na terapię. Wszystko to oczywiście pomagało, ale nie zapomniała niczego.

Pyk. Koniec łez.



Rodzina

- Samanta Lancaster - matka Felicity. Dość zapracowana kobieta, światowej sławy aktorka i założycielka fundacji pomagającej dzieciom z Afryki; mimo iż sama została wychowana w domu, w którym najważniejszą wartością była rodzina, nie stosuje się do niej w dzisiejszym życiu. Od samego początku oddała córkę pod opiekę niani, obwiniając ją dodatkowo za utratę idealnej figury, która w jej fachu jet wręcz obowiązkowa. Między Felą a Samantą panuje chłodna akceptacja. Unikają się jak tylko mogą, a w towarzystwie udają udaną i kochającą się rodzinę, co jest idealnym układem dla obydwu stron.

- Christopher Lancaster - ojciec Felicity. Mężczyzna z zasadami... tak właśnie określa go jego najbliższe otoczenie. I dopóki nikt nie złamie owych zasad, nie stanie się nic złego. Będzie przyjemny i sympatyczny. A potem... powiem tak - lepiej z nim nie zadzierać. Ma wtyki niemalże wszędzie, z racji tego, że jest wpływowym reżyserem filmowym, który stworzył jeden z najbardziej znanych kanałów telewizyjnych i umie te wtyki dobrze wykorzystać, niszcząc owej osobie życie nie tylko zawodowe, jak i prywatne. Między nim a córką już parę lat temu pojawiła się nić zrozumienia. Zawsze znajdzie dla niej tyle czasu, ile potrzebuje i zawsze był namiastką normalnej i kochającej się rodziny. Jednak parę miesięcy temu to właśnie ten człowiek zmusił ją do wstąpienia w szeregi uczniów Art Academy, przez co ich kontakty uległy niesamowitej zmianie.

- Daisy Douvall - kobieta, która wychowała Felicity najlepiej jak potrafiła. Zastępowała jej wiecznie zapracowaną matkę i dbała o nią, gdziekolwiek była. Zatrudniono ją tuż po narodzinach małej panny Lancaster, ale już od dawna ta relacja wykracza poza zwykłe kompetencje niani. Stała się wręcz pełnoprawnym członkiem rodziny, dobrą duszą i piastunką ich nikłego domowego ogniska.



Ciekawostki i zainteresowania

Nie myśl sobie, że granie na flecie jest jej pasją. To tylko w miarę przyjemny obowiązek, który jest swego rodzaju więzieniem. Tym, co naprawdę kocha jest medycyna. I wie o tym tylko jedna osoba. Zawsze uważała, że w życiu trzeba robić coś sensownego, coś, co będzie pomagać innym ludziom i co zostanie zapamiętane. Jej niespełnione marzenie, które przeradza w niezwykłe hobby. Wieczorami czyta encyklopedie medyczne, w weekendy jeździ do szpitala, by obserwować pracę lekarzy i diagnozować razem z nimi poszczególne choroby. Wszystko oczywiście w tajemnicy przed wszystkimi. Gdyby rodzice się dowiedzieli… brr… byłoby po niej. Oprócz tego do jej zainteresowań można zaliczyć czytanie książek. Szczególnie tych ambitnych, które dają do myślenia i o których nie można zapomnieć przez dłuższy czas. Dzięki nim uniknęła już wielu błędów. Niemal każdego ranka siada na swoim wygodnym fotelu, zapala wysoką lampę i z kubkiem kakao wpada do świata zadrukowanych kart. Często czyta również książki typowo psychologiczne, bo odkrywanie tajemnic ludzkiego umysłu i mowy ciała podobno bardzo pomaga w pracy lekarza. Jako przyszły lekarz bardzo dba o swoje zdrowie, nie pije szczególnie dużo, nie pali nałogowo, od tabletek i narkotyków trzyma się z daleka. Do tego nie toleruje śmieciowego jedzenia. Biega codziennie wcześnie rano, wieczorem uprawia jogę, w weekendy czasem chodzi do najbliższej stadniny, bowiem już od małego siada w siodle z radością. Fela uwielbia prędkość. Bierze udział w wyścigach motocyklowych, co nie podoba się ani trochę jej bratu, ale biedna dziewczyna nie umie żyć bez ryzyka i adrenaliny rozpędzającej krew w jej żyłach.




≈najbardziej boi się... pierników! Jest to lęk nazywany cibusfobią

≈ kolejną jej ciekawą fobią jest erytrofobia

≈ czyli lęk przed czerwienieniem się

≈ między siódmym a dziewiątym rokiem życia pojawiały się u niej częste zaniki pamięci

≈ stąd jej obsesja na punkcie "Efektu Motyla"

≈ kocha mandarynki

≈ bo mają ładny zapach i kojarzą jej się ze świętami

≈ które uwielbia

≈ uwielbia lepić bałwany

≈ i robić wszystko, do czego używa się śniegu

≈ nie lubi pomarańczowych ubrań

≈ zna się na winach

≈ i pije tylko te przyzwoite gatunki

≈ ma w domu kolekcję korków od win

≈ ma nad prawą łopatką tatuaż feniksa wielkości kciuka

≈ podobno bardzo dobrze rozumie się z dziećmi

≈ ale sama nie chce mieć żadnego

≈ kocha płyty winylowe

≈ i muzykę na nie nagrywaną

≈ ogląda nałogowo Grę o Tron, Misfit i seriale kryminalne

≈ chciałaby być superbohaterem





. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Let me love you


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://art-academy.forumpl.net/t518-felicity-lancaster#2802 http://art-academy.forumpl.net/t559-little-more-action-please http://art-academy.forumpl.net/t636-taki-tam-feli http://art-academy.forumpl.net/t106-pokoj-3-felicity-lancaster-willow-i-nessmann
 
Felicity Lancaster
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Felicity Leatherby

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
karty postaci
 :: 
kobiety
-
Skocz do: